„Avatar”, czyli raj odnaleziony

„Avatar”, czyli raj odnaleziony

Dodano: 
Film "Avatar", zdjęcie ilustracyjne
Film "Avatar", zdjęcie ilustracyjne Źródło: FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Wiesław Chełminiak || Przepis na sequel jest prosty: jeszcze więcej tego samego. Drugi „Avatar” ów warunek spełnia, i to z nawiązką

Jest palimpsestem: pod powierzchnią z łatwością dojrzymy „Terminatora”, „Titanica”, „Gwiezdne wojny”, „Szczęki”, „Jurassic Park” i wiele innych filmów, które czerpały natchnienie z literatury, ta zaś z odwiecznych legend, przekazywanych z pokolenia w pokolenie. Cameron mitotwórca bez skrupułów wykorzystuje znane i lubiane motywy, cytuje sam siebie tudzież kolegów bajarzy.

Używając nowoczesnej technologii, snuje opowieść starszą niż kino: o mrocznej stronie cywilizacji oraz konieczności powrotu do natury. Znowu musimy kibicować ogoniastym i wyłupiastookim stworom. „Obcymi” są zaś ludzie, z reguły źli do szpiku kości. Gdzie się pojawią, tam sieją śmierć i zniszczenie. Przed oczami przesuwają się nam rajskie krajobrazy, skompilowane z najcudowniejszych zakątków Ziemi, po czym podrasowane w komputerach. Jeśli to nie jest kicz, to zjem swoje okulary.

Artykuł został opublikowany w 51/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także