Zabieg ten podkreśla fakt, że mamy do czynienia z Nikim, który chciałby być Kimś. Różnie rozwijają się kariery: przez naśladownictwo, podglądanie, obracanie się w odpowiednich kręgach. Tu wszystkie te sposoby mieszają się ze sobą, zgodnie z tytułem trafiamy do świata minionego, do czasów, kiedy słowo pisane coś znaczyło. A w każdym razie tak wydawało się bohaterom powieści Tobiasa Wolffa.
Trafiamy bowiem do snobistycznej szkoły w Nowej Anglii, mamy rok 1960, w telewizji Nixon debatuje z Kennedym, nikt nie podejrzewa, że szykuje się jakaś wojna w Wietnamie, a stare dobre czasy mają twarz szacownych pisarzy odwiedzających szkołę. Raz jest to Robert Frost, innym razem Ayn Rand, największy entuzjazm wzbudza jednak zapowiedź wizyty Ernesta Hemingwaya. Nie chodzi jedynie o radość z okazji do wysłuchania wykładu noblisty.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
