Obserwator mediówAfrykarium i centrum kongresowe dla każdego obywatela!

Afrykarium i centrum kongresowe dla każdego obywatela!

Dodano

Cuda, cuda ogłaszają! A gdzie? A w „Gazecie Wyborczej”. Jak czytam na pierwszej stronie „przed piłkarskim Euro cieszyliśmy się z czterech stadionów i kawałka autostrady pod Warszawą”. To dziwne, bo ja pamiętam wyraźnie, jak w propagandzie wybgazetowej cieszono się z wielkiego skoku cywilizacyjnego, całej sieci autostrad, nowych dworców, lotnisk i tysięcy innych wspaniałych rzeczy. „Ale prawdziwe rewelacje dopiero przed nami” prawi Wojciech Bartkowiak. „W ciągu trzech lat dokończonych zostanie 100 spektakularnych inwestycji, które zmienią oblicze polskich miast”.

Dlaczego akurat 100, a nie, powiedzmy, 89 lub 114? Tego nie wiadomo, ale wiadomo, że będzie byczo. I na kilku stronach trwa wyznaczanie nowych kierunków propagandy sukcesu: powstaną „muzea i biblioteki, centra kongresowe i naukowe, sale koncertowe i sportowe”, a nawet winnice oraz afrykarium.

Mam skromniejsze wymagania – chciałbym żeby jakiś w miarę dobrze działający przemysł dawał Polakom miejsca pracy, chciałbym żeby w pociągach nie śmierdziało, żeby dziecko nie słyszało w szpitalu, że będzie leczone za pół roku, jak się znajdą pieniądze z budżetu na następny rok, i może żeby w telewizji trochę mniej kłamali. O afrykarium pomyślimy później.

O dziwo jeszcze nie wszyscy Polacy zjednoczeni są wobec wspaniałego celu, jakim jest nowa, lepsza przyszłość pełna nowych centrów kongresowych. I wcale nie mam tu ponurych drabów z opozycji, ale dziennikarzy jak najbardziej prawomyślnych, czyli prorządowych. Okazało się dziś, że redakcja wspomnianej „WybGazety” podzieliła się na zwolenników i przeciwników masowych imprez sylwestrowych pod gołym niebem. O sprawie pisze lokalny dodatek, czyli „Stołeczna”. Przeciwnicy imprez chcą oszczędzać, bo kryzys, a zwolennicy argumentują „nie należy odwoływać imprezy z powodów psychologicznych. Jej brak stworzy nastrój przegranej walki z kryzysem”.

Z wywiadu, którego na ten temat udzieliła socjolog, prof. Anna Giza-Poleszczuk, wynika że jedni i drudzy nie mają racji. Taki masowy sylwestrowy show ma bowiem inny cel: „to okazja, by się przekonać, że inni nie są groźnymi wilkami. Możemy razem zatańczyć, zaśpiewać. I to z obcymi, którzy czasem mają egzotyczne rysy twarzy”. Znaczy się wspólnie darcie mordy oraz podrygiwanie w takt jęków Dody-Elektrody to działalność w służbie tolerancji i postępu. Jak sobie razem będziemy podrygiwać z ludźmi o egzotycznych rysach twarzy, to przyczynimy się do wspólnego marszu ku Europie, nowoczesności i pokojowi. A propos marszu – może w takim razie właśnie w Sylwestra organizować Marsz Niepodległości, żeby obywatele mogli „się przekonać, że inni nie są groźnymi wilkami”?

Tolerancja warta jest każdych pieniędzy, warto więc sięgnąć do państwowej lub samorządowej kasy, żeby sobie popodrygiwać. A że w kasie pustawo? Nic to, zaradny minister Sławomir Nowak ma nowy sposób na zwiększenie wpływów do budżetu. Jak podaje „Fakt”, resort transportu we współpracy z Główną Inspekcją Transportu Drogowego szykuje nowe przepisy w sprawie płacenia mandatów za wykroczenia uwiecznione przez fotoradary. Zasada będzie prosta: najpierw płać, a potem się ewentualnie odwołuj. Dotąd było tak, że karani mandatami kierowcy często odwoływali się do sądu i wygrywali, bo np. zdjęcia były nieostre. Teraz ma być inaczej – winny, niewinny, widoczny czy niewidoczny, masz płacić, a potem się zobaczy. Właściwie to ostatnie zdanie idealnie nadaje się na motto całych rządów Platformy Obywatelskiej: „płać, a potem się zobaczy”.

„Gazeta Polska Codziennie” sporo miejsca poświęca dobiegającemu końca procesowi kardiochirurga Mirosława G. Zdaniem prokuratury są mocne dowody na korupcję lekarza, jego zatrzymanie było uzasadnione, a działania CBA w tej sprawie – legalne. Wygląda na to, że niewinna ofiara „dusznej atmosfery” rządów PiS nie jest wcale taka niewinna. Pytanie – dlaczego jednak prokuratura występuje o zaledwie dwa lata więzienia w zawieszeniu i grzywnę?

Oczywiście nawet to skromne żądanie wprawia harcowników salonu III RP w histerię – jak to możliwe, by za rządów Tuska ktoś w ogóle próbował kontynuować najgorsze praktyki z najczarniejszych lat ziobryzmu-kaczyzmu!? Czy doktor G. nie mógłby w ramach kary po prostu poprowadzić jakiegoś telewizyjnego show? Na przykład tego, w którym Maria Czubaszek ma opowiadać o swoich operacjach plastycznych? Kardiolog by się przydał – zarówno bohaterom, jak i widzom programu.

Bez wątpienia silnych leków na serce potrzebują polskie gwiazdy tak zwanego szoł-biznesu – jak donosi „Super Express” ich dochody się kurczą, bo nastał kryzys. Na przykład Maryla Rodowicz zamiast 80 tys. zł za koncert bierze ledwie 40 tys. A Kayah zeszła z 60 tys. do 30 tys. Najgorzej ma Piotr Rubik, który ponoć brał 120 tys., a musi się zadowolić połową.

Jak tak dalej pójdzie, wszyscy będą musieli robić zakupy w Biedronce, pić piwo z Lidla, a samochody tankować wodą z leśnych strumieni. No po prostu wyżyć się nie da! Jak pięknie puentuje „SE” „chyba żadna inna branża nie oberwała tak jak artystyczna. Kryzys okazał się dla niej okrutny”. Panie premierze, pora działać! Czas na interwencyjny skup występów wokalno-instrumentalnych po cenach rządowych. Jak kryzys się skończy, będzie można rzucić na rynek trochę Rubika z magazynów i zarobić fortunę. A jakby coś zostało, to zawsze pozostaje uświetnianie imprez partyjno-rządowych – tu się otworzy uroczyście przejście dla pieszych z udziałem Maryli Rodowicz, a tam Kayah zaśpiewa z okazji implementacji prawa unijnego „Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień”.

Mężczyzna czy kobieta udający się na emeryturę od roku 2014 powinien/powinna otrzymywać świadczenia z II filaru, znaczy z OFE. Teoretycznie. Czy dostanie? Nie wiadomo. Rządowi został rok na wprowadzenie odpowiednich przepisów, ale na razie w tej sprawie nawet jeszcze nie zatemperowano ołówka i prawdopodobnie nie ścięto jeszcze drzew, z których kiedyś powstanie papier potrzebny na druk ustawy. Pisze o tym obszernie „Dziennik Gazeta Prawna”.

Nie będzie przepisów, nie będzie emerytur. No i co? No i nic. W komentarzu redakcyjnym „GPC” Mira Suchodolska przypomina hasło z czasów PRL: „emeryci popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem”. A po porównaniu szybkości, z jaką państwo dokonało zaboru kasy z OFE by ratować budżet, z opieszałością działania przy uchwalaniu zasad wypłat, na usta ciśnie się jeszcze jeden bon-mot sprzed lat. „Jak partia mówi, że zabierze – to zabierze. A jak mówi że da – to mówi”.

„Polska The Times” kusi tytułem „Nasz subiektywny przegląd największych skandali II i III RP”. Sam pomysł łączenia dwóch zupełnie różnych krajów z różnych czasów wydaje się absurdalny, ale poczekajcie na zawartość tekstu! Okazuje się, że owe największe skandale to (w kolejności opisywania): romanse Piłsudskiego, spożywanie przez posłów PSL alkoholu, prostytutki w hotelu poselskim, seksafera w Samoobronie i oraz uwodzenie posłanki PO Beaty Sawickiej przez agenta Tomka. Całość wywodu okraszona puentą: „zdecydowanie wolelibyśmy żeby posłowie, zamiast zajmować się romansami, skupili się na pracy dla kraju”. Cóż, ja zdecydowanie wolałbym, żeby ktoś wymyślający koncepty tekstów takich jak powyższy łupnął się w głowę orzechem kokosowym – może być taki pożyczony od Grzegorza Hajdabombera.

Niestety, takie czasy, że wszędzie czyhają na człowieka tak zwane tematy z pupy wywróżone. Mówię to nie bez podstaw, bo dziś w „Superaku” mamy także występ rumpologa. Rumpolog to taki ktoś, kto wróży z kształtu damskich pośladków. Rumpolog praktykujący, Kazimierz Olszewski, wywróżył z pośladków Ali (lat 24), że lewica przejmie w Polsce władzę, zaś jej liderem (lewicy, nie Ali) będzie Józef Oleksy. Dotąd z pupy w Polsce wróżono jedynie powstawanie nowych partii, rozpad starych oraz układ niektórych ramówek telewizyjnych (szczególnie stacji informacyjnych). Ale idzie nowy rok. Wiele jeszcze przed nami.

Czytaj także

 0

Czytaj także