Loteria szczepionkowa, czyli hulajnoga jako argument graniczny

Loteria szczepionkowa, czyli hulajnoga jako argument graniczny

Dodano: 2
fot. zdjęcie ilustracyjne
fot. zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Brian van der Brug / POOL
10 czerwca, dzień 465. Wpis nr 454 | 1 lipca rusza, klipy już się kręcą. Piszę o loterii państwowej, która ma pomóc rządowi rozruszać zastygłe szczepienia.

Po pierwszym wysypie (pomijając epizod celebrycki), głównie motywowanym chęcią podróżowania przed wakacjami – stanęło. A rząd obiecał sobie, że będzie zadowolony (epidemiologicznie) po zaszczepieniu 75% ludności. Sporo brakuje, a więc stąd ten desperacki pomysł.

Czemu desperacki? Ano, bo władzy jakoś nie wypada. Co prawda ma monopol na loterie, ale te przynoszą jej zyski, ta formuła to „inwestycja” 140 milionów. W co, to już osobna sprawa. Ale można to zestawić np. z o wiele niższym budżetem zaoszczędzonym na wstrzymanie finansowania terapii onkologicznej rodzaju raka piersi. Ale, jak powiedział człowiek mem, minister Niedzielski – tu chodzi o życie „tylko” 80 kobiet. No super. W sumie to porażka propagandowa rządu, bo widać, że „racjonalne” argumenty władz nie przenikają do zafoliowanych mózgów, jak widać wcale nie małej, bo idącej w miliony, grupy szczepiennych sceptyków. Widać też, że „wymuszona dobrowolność” już się powoli wyczerpała, zaś straszenie nieszczepiennych szykanami ani jest legalne, ani skuteczne.

O szczepionkach będę miał osobny wpis z recenzji czwartego, poświęconego im, wydania serii „Fałszywa pandemia”. Mam szczotkę tego wydania i widzę, że kroi się kolejna masakra kolejnego „filaru” pandemii. Po statystyce, testach i maseczkach (opis za tydzień) przyszła pora na szczepionki i lekarze specjaliści nie biorą tam jeńców. Opublikuję ten opis, gdy już będzie książka w sprzedaży, byście Państwo mogli do niej zerknąć, a nie obchodzić się moim smakiem.

Zabawa za nasze

Co przewiduje loteria? No widać, że wzięli się za to fachowcy z Totalizatora Sportowego. A więc zacznijmy od dołu drzewka szczęścia. Co 2.000 zaszczepiony wygrywa 500 złotych wypłacane natychmiast. Potem kaskadowo: co tydzień 2 x 50.000 plus hulajnogi i vouchery (na co, ludzie?), co miesiąc 2 x 100.000 + samochody hybrydowe grand finale 2 x 1.000.000 zł i samochody hybrydowe. Za nasze ta zabawa. Program bogaty, ciekawe kto się złamie. Pewnie wielu.

Ale jak to jest? W powietrzu latają pomysły, by – płacący przecież składki na NFZ – niechętni szczepieniom musieli płacić za swoje leczenie. Ale jak chodzi o zrzucanie się na loterię dla chcących uczestniczyć na własne ryzyko (z pobytem w płaconym również przez foliarzy, szpitalu), to kasę od płaskoziemców się bierze. To jak to, panowie szlachta?

A jest o co się martwić z tymi szczepionkami. Chodzi głównie o niepożądane odczyny szczepienne (NOP). Po pierwsze ma być powołany specjalny fundusz dla poszkodowanych (się mówi, mówi i nic na razie), czyli jak masz NOP na dłużej niż 14 dni hospitalizacji (przy udowodnionym związku przyczynowo-skutkowym, powodzenia) to możesz dostać od 10.000 zł do 100.000 (to za zgon). Bilans w porównaniu z loterią – podobny, ale jak pisze Ziemkiewicz:”Możesz wygrać milion albo zakrzep. Prawdopodobieństwo mniej więcej takie same.

NOP

Wyszło, że w takiej Norwegii, mają – stosując te same szczepionki – 16 razy więcej NOP niż my w Polsce. Są trzy wytłumaczenia: chłopaki północne dostali jakąś szczepionkę „drugiej świeżości” (nie wierzę), mamy w Polsce słabe (przypadkiem, c’nie?) wyłapywanie NOP-ów, albo odwrotnie: Norwedzy zgłaszają i wpisują najmniejszy katar jako NOP (choć kwestia NOP jest międzynarodowo zestandaryzowana). Zgadnijcie którą wersję wytłumaczenia tego fenomenu wybierają oficjalne media? No jasne, że czwartą – nic o tym nie mówią, na wszelki wypadek.

Kolejną, może najważniejszą rzeczą z MOP jest odnoszenie tego pojęcia do zjawisk szczepień przeciw grypie. Te wpuszczały do organizmu zdezaktywowanego wirusa, którego organizm brał za atak wroga i produkował przeciwciała. Tu jednak mamy do czynienia z preparatem genetycznym. I pierwszymi objawami może być reakcja podobna do grypowych NOP, czyli występującymi w niewiele dni po zaszczepieniu. Nikt nie wie jakie i kiedy mogą się ujawnić reakcje na szczepionkę, która ma podłoże genetyczne.

Ludzie i świat się cieszą, że nic się nie dzieje, jakby to była szczepionka na grypę. Ale ta ostatnia ma bardzo szybką ścieżkę ujawniania się NOP. Jaką ma szczepionka majstrująca przy mRNA nikt nie wie. Szczególnie taka szczepionka powinna być długo badana, by poczekać na jej całościowe efekty. Ale ta jest badana nawet znacznie krócej niż te inne, prawdziwe szczepionki. Nie mówiąc już o testach na dzieciach czy ciężarnych, których skutki mogą się objawić przecież za lata. A dziś się niektórzy jarają, że 12-letni Jasiu nie ma gorączki w 10 minut po zaszczepieniu, a przecież nikt nie wie czy np. Jasiu będzie mógł w przyszłości zostać ojcem, bo na to trzeba by poczekać aż testowany Jasiu dorośnie i spotka wybrankę.

Hybryda czy onkologia?

Ja jestem ciekaw jak to będzie. Choć jak sobie człowiek przypomni wojny Lidlowe czy „sceny z przeceny” to można powziąć podejrzenie, że hulajnoga może być argumentem granicznym. Dla mnie to wszystko jedno, niech się szczepi kto chce, ale dlaczego mam mu fundować hybrydę? Wolałbym jednak dać tym 80 kobietom, które bez tego umrą z powodu braku kasy na terapię onkologiczną.

W końcu jak pisze EwaJ: „Jak antyszczpionkowców nie przekona możliwość wygrania hulajnogi elektrycznej w narodowej loterii, to już nic ich nie przekona.

Jerzy Karwelis

Więcej wpisów na blogu Dziennik zarazy.

Czytaj też:
Dwie kowidowe lekcje

Źródło: dziennikzarazy.pl
+
 2
Czytaj także