OpinieRechot starego partyzanta

Rechot starego partyzanta

Rechot starego partyzanta
Rechot starego partyzanta
Dodano
Pamiętacie aferę z Biedroniem? Którą? Ano tę, kiedy poseł podczas jednego ze swoich sejmowych wystąpień wypowiedział słowa: „To  jest chwyt poniżej pasa”. I w sali obrad zabrzmiał dźwięk nazwany później przez MSW (Media Sprzyjające Władzy) rechotem. Zgodny, niekontrolowany rechot – od lewa do prawa.

Nie jestem pewien, ale chyba nawet niedoszła marszałek Anna Grodzka troszeczkę się ubawiła. A może wręcz przeciwnie. Nie pamiętam. Zaraz do niej wrócimy, lecz najpierw o reakcji MSW na zachowanie wybrańców wodzów partii (na prawdziwych posłów musimy niestety jeszcze poczekać). MSW były oburzone. „Skandal, prowincjonalizm, homofobia!” – grzmiały. Ogólnie rzecz ujmując, faszyzm. Zetka, „Wyborcza”, Natemat.pl, TVN24 itp. natychmiast larum zagrały, że demokracja zagrożona. Że nie dorośliśmy. Że skandal – ten rechot. Cholera... Ja też się zaśmiałem. Jednak ja to pikuś, bo nie dorosłem do tego, by być wybrańcem Wodza. Ja – przepraszam za wyrażenie – ale tylko szarpidrutem jestem. Z szarpidruta też się śmiejecie? A wali mnie to!

Od dziecka jako określnika względem mężczyzn o orientacji pana Biedronia używałem słowa „pedał”. Przez 40 lat mojego życia tak mówiłem i tak słyszałem. Nic więc nie poradzę na to, że raz na jakiś czas zamiast dumnie brzmiącego „gej", powiem „ciotka”. Albo „ciepły”. „Ciepły” jest podobno równie uwłaczające godności geja jak „parówa”, co dla mnie jest absurdem, bo geje, z którymi się przyjaźnię, mają naprawdę pełną ciepła naturę. W przeciwieństwie do dewiantów czających się w publicznych męskich toaletach, którzy również domagają się tolerancji oraz równości.

Jednak wróćmy do pani Grodzkiej. Miała wziąć udział – wraz z panią Środą – w jednej z audycji Moniki Olejnik, chyba w radiu Zet, ale nie wzięła, bo – jak powiedziała Olejnik – „pani Grodzka nie dojedzie, gdyż utknęła w... kroku”. Sekunda ciszy, krótkie wyjaśnienie, że oczywiście chodziło o korek i... To już nie był rechot, nie! To był bardzo wyrazisty śmiech. Wspólny i naprzemienny: pani Moniki i pani prof. Środy. Panie były wyraźnie ubawione. Jak dziewczęta szarpiące pierze w Kole Gospodyń ZSMP przy okazji kultywowania tradycji.

Drogie panie! Zanim zostaniecie zlinczowane przez MSW, zanim pani Monika zostanie wyrzucona ze swej macierzystej Zetki, a pani Środzie media odbiorą tytuł profesorski, który jej nadały, posłuchajcie starego partyzanta, zahartowanego w bojach z Systemem: powiedzcie, że wasz śmiech jest dowodem na absolut tolerancji!!! Że istnieje ogromna różnica, przepaść między rechotem a szczerym, interseksualnym śmiechem. Że wasz śmiech wychodzi naprzeciw jedynie słusznej, unio-europejskiej linii i jest dowodem na to, że traktujecie panią Grodzką jak siebie same! Że jest wam równa – i fizycznie, i duchowo. Że równie mocno grzmiałby wasz śmiech, gdyby to Rysio Kalisz w kroku utknął i nie dojechał. I dodajcie koniecznie, że wszystkie trzy jesteście przecież prawdziwymi kobietami, a prawdziwe kobiety lubią od czasu do czasu pośmiać się z siebie! I pogadać o dupie Maryny.

Czytaj także

 0

Czytaj także