Prof. Zybertowicz: Giganci technologiczni rzucili wyzwanie państwom
  • Łukasz ŻygadłoAutor:Łukasz Żygadło

Prof. Zybertowicz: Giganci technologiczni rzucili wyzwanie państwom

Dodano: 4
prof. Andrzej Zybertowicz
prof. Andrzej Zybertowicz / Źródło: PAP / fot: Rafał Guz
W Polsce niektórzy wpływowi politycy nadal nie rozumieją, że bez suwerenności cyfrowej rozmowa o faktycznej niepodległości będzie tylko narracją – mówi prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy, w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Konfederacja straciła profil na Facebooku, który śledziło ponad 670 tys. osób. Czy mamy do czynienia z decyzją na poziomie walki z konserwatywnym tokiem myślenia, którą widać na całym świecie, czy może faktycznie, jak twierdzi sam Facebook, profil został usunięty z uwagi na pojawiające się na nim treści dotyczące szczepień?

Prof. Andrzej Zybertowicz: O ile wiem, pierwsza hipoteza nie jest całkiem trafna. Sprawa jest bardzo złożona. Facebookowi, a nawet całej Dolinie Krzemowej, nie raz zarzucano antykonserwatywną stronniczość. W obliczu tych zarzutów, szczególnie mocno formułowanych za prezydentury Donalda Trumpa, właściciele platformy sprawdzali swoje algorytmy pod kątem tego, czy są one antykonserwatywne. Natomiast przedstawiciele lewicy twierdzili, że algorytmy promują mnóstwo konserwatywnych, radykalnych treści. Nie wiem, czy w końcu coś definitywnie ustalono, ale moim zdaniem sedno problemu leży gdzieś indziej.

Gdzie?

Facebook wyrósł w ramach demokracji liberalnej gospodarki rynkowej, ale stając się potęgą, głęboko nadwerężył podstawy demokracji. Gdy jakiś podmiot władzy publicznej w państwie demokratycznym podejmuje decyzję podobną do tej dotyczącej Konfederacji, to istnieją dwie ścieżki korekty. Można się odwoływać od takich decyzji, domagać przejrzystych uzasadnień, poddać w ostateczności kontroli sądowej. Kiedy taki system zawodzi i instytucje kontrolnie (np. pozostając w zmowie) nie działają, nadchodzą wybory i można zmienić rządzących. W przypadku potężnego prywatnego koncernu nie ma tego mechanizmu.

Problem jest jeszcze bardziej złożony, ponież Facebook jest współtwórcą (obok innych firm grupy GAFAM – Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft) całkiem nowego ekosystemu informacyjnego (czasem mówi się nawet o systemie operacyjnym działania naszej cywilizacji). W tym ekosystemie Facebook jest współtwórcą i dostarczycielem platformy komunikacji masowej, ale zarazem pełni rolę swojego własnego recenzenta. To tak, jakby właściciel stadionu najpierw ustawił boisko pod górę w taki sposób, że drużyna gości zawsze będzie miała trudniej, następnie mianował sędziego, który zna algorytmy powodujące, że pewne podania piłki idą daleko i są celne, a inne niecelne, aż wreszcie wyznaczyłby warunki, w jakich widzowie mogą mecz oglądać i go oceniać. Na przykład pozwalałby widowni oglądać tylko niektóre zagrywki, a komentatorom pozwalał upowszechniać tylko niektóre ich spostrzeżenia. Tak właśnie działają systemy algorytmów GAFAM. Mamy do czynienia z silnym oligopolem w ramach ekosystemu informacyjnego ludzkości.

Czyli nie mamy nad tym kontroli i jesteśmy sterowani?

Shoshana Zuboff, emerytowana profesor Uniwersytetu Harvarda, której książka ''Wiek kapitalizmu inwigilacji'' ukazała się także w Polsce, w wywiadzie, którego udzieliła kilka lat temu Rafałowi Wosiowi, powiedziała, że nastąpił ''pucz za weneckim lustrem''. Za weneckim lustrem są właściciele i zarządzający big techu GAFAM. Ci ludzie wiedzą o nas niemal wszystko, gdyż za pomocą technologii zbierają wszystkie ślady naszej aktywności w sieci. Działają niczym tajna służba, która jest nieprzejrzysta dla opinii publicznej i mówi, że jej metody działania nie mogą być ujawniane. Jednak w odróżnieniu od służb specjalnych państw demokratycznych, które jednak podlegają kontroli, za lustro weneckie big techu nie ma wglądu. Asymetria wiedzy jest maksymalna. Dla porównania to, co potrafi zebrać system Pegasus, to punktowe informacje w ramach jednego urządzenia. A technologiczni giganci zbierają informacje ze wszystkich źródeł, wszystkich ludzi – bez przerwy od lat. Jeśli ktoś ma dwa tablety, to zbierają informacje z dwóch, podobnie z komórek, czy nawet opasek do trenowania. Firmy typu data brokers pośredniczą w wymianie danych. Goście za lustrem weneckim posiadają wiedzę, której wcześniej żaden podmiot w dziejach ludzkości nie miał. Do tego dysponują ogromnym majątkiem. Czyli mają wiedzę, władzę i bogactwo.

Pan profesor mówił już o tym w 2015 roku w książce ''Samobójstwo oświecenia''.

Tak, w książce napisanej z zespołem. Teraz z dużym opóźnieniem elity zachodnie uświadamiają sobie, że giganci technologiczni rzucili wyzwanie państwom. Poprzez skuteczny lobbing – formalny i nieformalny, paraliżują próby zbudowania państwowej kontroli nad technologiami decydującymi o współczesnej komunikacji politycznej. To, co się przydarzyło Konfederacji jest wyrazem wspomnianej asymetrii.

Jakie wnioski Polska może z tego wyciągnąć?

Niestety, spełnia się moje proroctwo z postu przypiętego na Twitterze napisanego w 2016 roku: ''Jeśli szybko(!) nie zbudujemy potężnego(!) sektora IT, to jeszcze bardziej dadzą nam w kość''. Leci nam już szósty rok i "dobra zmiana" nie zasługuje tu na laurkę. Nie zbudowała systemów chroniących przestrzeń informacyjną Polski przed takimi naruszeniami. Big techy najpierw zamieniają ludzi w dodatki do swoich technologii - obecnie ponad 20 mln Polaków używa Facebooka. Później, za pomocą cyfrowych technologii uzależniających, użytkownicy zamieniani są w nałogowców, nie potrafiących żyć bez sieci. Potem się im mówi: co z tego, że nie oddamy panu płaszcza – i tak musi pan przychodzić do naszej restauracji!

Właśnie, co można zrobić? Budować własne rozwiązania?

Oczywiście, że tak. Budować własne rozwiązania technologiczne. Jeśli nie jesteśmy sami w stanie tego zrobić, to należy zrobić to w ramach Grupy Wyszehradzkiej, projektu Trójmorza, albo ze Skandynawami. Czyli w ramach pakietu krajów, które mają podobny interes, by chronić swoją tożsamość. Niestety, w Polsce niektórzy wpływowi politycy nadal nie rozumieją, że bez suwerenności cyfrowej rozmowa o faktycznej niepodległości będzie tylko narracją. Jeśli nie uchronimy umysłów milionów młodych Polaków przed przemieleniem ich w młynie bodźców nowych apek, to dla kogo starsi ludzie mieliby o tę suwerenność zabiegać?

Tylko czy tu nie jest walka z góry przegrana? Jak walczyć w obszarze technologii? On różni się od tradycyjnego biznesu, gdzie restaurator może gotować lepiej, lub skusić kogoś cenami, podobnie jak sklep. Tu nie ma takiej możliwości, a przekonał się o tym Donald Trump.

Nie jesteśmy na całkiem przegranej pozycji. Używając pojęcia ''ekosystem informacyjny'' wskazuję, by myśleć w szerokim kontekście. Nie ma państw w stu procentach suwerennych. Chiny są uzależnione od światowych przepływów finansowych, od międzynarodowej wymiany gospodarczej. To samo dotyczy USA. Suwerenność jest wielowymiarowa i współdzielona, a rzeczywista suwerenność polityczna bazuje na suwerenności intelektualnej. Na tym, że to w Warszawie są podejmowane kluczowe decyzje, z kim i na jakich zasadach swą suwerenność współdzielimy. Bez nawiązywania sojuszy z krajami, którym trzeba pomóc zdiagnozować zagrożenia ze strony strukturalnie zatrutej infosfery, nie przeciwstawimy się negatywnym tendencjom. Są jednak pewne wzorce.

Kiedy niedawno Brytyjczycy narzucili swoje rozwiązania higieny cyfrowej, to big tech nie tylko się temu poddał w Wielkiej Brytanii, ale sam zastosował te reguły w innych krajach. Trzeba analizować wnioski z regulacji chińskich, gdzie państwo zorientowało się, że jeśli nie ukróci swoich gigantów cyfrowych, to one owiną sobie państwo i społeczeństwo wokół palca zamieniając ludzi w gorliwych konsumentów stale przypiętych do ekranu. Dlatego z jednej strony władze ChRL wstrzymały wejście na giełdę firmy Ant Group, związanej z Alibabą, a z drugiej ograniczyły radykalnie czas, jaki młodzi ludzie mogą poświęcić na gry. Uświadomiono sobie, że czas, jaki ludzie poświęcają na przesiadywanie w sieci, nie tylko niszczy więzi społeczne, ale także często degraduje intelektualnie i emocjonalnie. Musimy dokładnie przeanalizować działania innych krajów na tych polach. Przeanalizować efekty niemieckiej ustawy o zakazie mowy nienawiści w Internecie. Australia ogłaszała kiedyś, że powoła urząd kontrolujący wszelkie algorytmy działające w tym kraju. Może powinniśmy zainicjować powołanie w ramach UE urzędu typu zaufana trzecia strona, który będzie miał prawo prześwietlania wszelkich algorytmów działających na terenie UE, jednocześnie chroniąc tajemnicę handlową.

Czytaj też:
Facebook usuwa konta Konfederacji. Winnicki: Niektórym krytykom to się myli
Czytaj też:
Cenzura na Facebooku. Konferencja pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa


Źródło: DoRzeczy.pl
 4
Czytaj także