Prof. Legutko: UE idzie w kierunku, który musi przerażać

Prof. Legutko: UE idzie w kierunku, który musi przerażać

Dodano: 2
Prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS
Prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS Źródło: PAP / Grzegorz Momot
Unia Europejska idzie w kierunku, który każdego myślącego człowieka musi przerażać. Nie dość, że systemowo gwałci się traktaty i zniekształca się ich interpretacje, to dodatkowo chce się odebrać całą władzę polityczną niektórym państwom członkowskim – mówi europoseł PiS, prof. Ryszard Legutko w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazała, że bierze pod uwagę zmianę unijnych traktatów. Jej zdaniem zasada jednomyślności jest „bez sensu”. Jak pan ocenia pomysł zmian w traktatach UE?

Prof. Ryszard Legutko: To pomysł wielce niebezpieczny. Obowiązujący dziś system głosowania większościowego jest niesprawiedliwy. System podwójnej większości daje większą, niż w systemie nicejskim siłę głosu państwo większym, jednocześnie zmniejszając siłę głosu państw mniejszych. Czyli de facto system podwójnej większości tworzy swojego rodzaju oligarchię dużych państw. Bez wsparcia dużego kraju nie ma szans stworzenia mniejszości blokującej, a przynajmniej jest to bardzo trudne. Jeśli usuniemy to, co zostało z jednomyślności i wprowadzimy podwójną większość wszędzie, to praktycznie takie kraje jak Polska, czy inne państwa wschodnioeuropejskie nie będą miały nic do powiedzenia.

A to już faktycznie niebezpieczne.

Dla nas to będzie drastyczne ograniczenie suwerenności; dla państw dużych jej wzrost. Można powiedzieć, że w Warszawie będzie można coś poustalać i przegłosować, a i tak o wszystkim zadecyduje oligarchia brukselska. Unia Europejska idzie w kierunku, który każdego myślącego człowieka musi przerażać. Nie dość, że systemowo gwałci się traktaty i zniekształca się ich interpretacje, to dodatkowo chce się odebrać całą władzę polityczną niektórym państwom członkowskim. Pojawiły się też inne, równie niebezpieczne pomysły.

Jakie?

Mówi się o przyznaniu Parlamentowi Europejskiemu inicjatywy ustawodawczej, a więc instytucji pod każdym względem absurdalnej, która nawet nie posiadając tej inicjatywy zajmuje się głównie szkodzeniem. Mówi się o wyborczych listach transnarodowych, o włączeniu w gestie unijne zdrowia i edukacji, a także o prawach społecznych, co stanie się wehikułem lewicy do indoktrynowania społeczeństw europejskich, narzucania powszechnej aborcji. To jest scenariusz, jak z koszmaru i należy zrobić wszystko, żeby go sparaliżować, następnie doprowadzić do uruchomienia procesów odwrotnych. Czyli doprowadzić UE do takiego stanu, w którym będzie miała mniej do powiedzenia, a także będzie zmuszona do przestrzegania traktatów.

Czyli można powiedzieć, że państwa większe już nie chcą czekać, debatować, tylko siłą przeprowadzać swoje pomysły?

Poniekąd tak. Należy pamiętać, że to nie tylko są kraje czy rządy, ale też partie polityczne. Proszę zwrócić uwagę, że UE jest cała we władzy lewicy. Partie tzw. prawicowe, jak Partia Ludowa w Hiszpanii czy CDU w Niemczech, tak naprawdę przyjęły lewicową agendę, podlizują się lewicy i wraz z nią atakują resztki konserwatyzmu i zdrowego rozsądku w Europie. Denerwuje ich fakt, że istnieją rządy konserwatywne oraz Europa Wschodnia, którą uważają za gorszą część, którą trzeba wziąć pod kuratelę. Dyktaturę lewicy w Unii widać najlepiej w Parlamencie Europejskim, gdzie istnieje od dziesięcioleci dyktatura większości i gdzie lewica skutecznie podporządkowała sobie zachodnioeuropejską chadecję i partie do niej zbliżone.

13 państw w tym Polska głośno sprzeciwia się zmianom w traktatach. To chyba silna grupa?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że silna. 13 państw napisało oświadczenie i jasno stawia sprawę, że nie chce zmian w traktacie. Tak duża liczba państw sprzeciwiająca się zmianie daje poczucie bezpieczeństwa, ale byłbym tu ostrożny. Od czasów Lizbony pamiętamy, jak to się odbywa: stopniowe przejmowanie, przekupywanie, zastraszanie krajów dysydenckich, aż w końcu zostają dwa lub trzy mniejsze, których przymusza się do podpisu szantażem. Pamiętajmy, że w polityce europejskiej nie mamy do czynienia z dżentelmenami, lecz z polityką brutalną, zdemoralizowaną, cyniczną, animowaną fanatyzmem, oraz poczuciem bezkarności w łamaniu reguł.

Czytaj też:
Sekretarz PiS: Komitet przychylił się pozytywnie do propozycji prezesa Kaczyńskiego
Czytaj też:
Niemieckie media: Polska pilnie potrzebuje "fresh money"

Źródło: DoRzeczy.pl
 2
Czytaj także