Tak zwanym realistom, którzy potępiają powstania, warto przypomnieć podstawową zasadę polityki carskiej Rosji (która, dodajmy, zagarnęła ostatecznie 82 proc. terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, Prusy – 7, Austria – 11). Sformułował tę zasadę car Mikołaj I w testamencie przekazanym synowi – późniejszemu Aleksandrowi II: „Nie dawaj nigdy wolności Polakom; utrwal to, co zaczęte, i staraj się doprowadzić do końca trudne dzieło zruszczenia [obrusienija] tego kraju, w niczym nie osłabiając podjętych środków”.
Przykładem najbardziej wyrazistym rosyjskiej polityki i jednocześnie odpowiedzią na pytanie, czy ugoda z Rosją dawała Polsce szanse lepszego życie niż walka, niech będą te liczby: między 1832 a 1862 r. z samych tylko ziem nadwiślańskich rosyjskiego zaboru (czyli z tzw. Królestwa Polskiego, którego ludność wzrosła wtedy mniej więcej z 4,5 do 5,5 mln) wybrano ponad 200 tys. rekrutów. Wszyscy oni poszli służyć głęboko w Rosji, na Syberii, w walce z góralami kaukaskimi, w Finlandii. Z tej 25-letniej służby wojskowej wróciło do Polski 25 tys. – reszta zginęła lub zmarła. To są straty wynikające z podporządkowania się Rosji. Nikt tu nie walczył z Rosją, a 175 tys. ludzi przepadło dla Polski, dla swoich rodzin, dla kraju – wskutek braku walki z Rosją.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.