Świadczyły o tym choćby mowa Donalda Trumpa zapowiadająca m.in. przejęcie Grenlandii i uroczyste zainaugurowanie przez niego Rady Pokoju, głośne przemówienie premiera Kanady Marka Carneya na temat końca dotychczasowego ładu międzynarodowego czy wystąpienie Friedricha Merza o nadejściu epoki wielkich potęg. Z wygłoszonych tam przemówień wyłaniają się trzy główne wizje tego, jak ma wyglądać nowy, rodzący się w bólach porządek międzynarodowy.
Stanowisko Stanów Zjednoczonych jest jasne: odwrót od liberalnej teorii stosunków międzynarodowych i otwarte prowadzenie polityki mocarstwowej za pomocą siły. Trump w różnych swoich wypowiedziach twierdzi, że to USA są najsilniejszym państwem świata i powinny być gwarantem porządku międzynarodowego, i że mogą to zapewnić tylko i wyłącznie za pomocą siły. Stąd też wzięła się idea Rady Pokoju – zdominowanej przez amerykańskich miliarderów instytucji, która miałaby zastąpić ONZ i podporządkować słabsze państwa Stanom Zjednoczonym. Obrany przez USA kierunek polityczny jest przedmiotem wielu analiz i wypowiedzi, więc nie będę go tutaj bliżej rekonstruować.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
