"Sprzedajemy opinie, nie papier". Debata "Do Rzeczy" po wejściu na giełdę

"Sprzedajemy opinie, nie papier". Debata "Do Rzeczy" po wejściu na giełdę

Dodano: 
Paweł Lisicki, Piotr Gabryel, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Przybylski podczas debaty pt. „Nowa epoka wojen. Czy media mogą zachować krytycyzm w erze wielkich narracji?” w dn. 28 kwietnia 2026 r.
Paweł Lisicki, Piotr Gabryel, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Przybylski podczas debaty pt. „Nowa epoka wojen. Czy media mogą zachować krytycyzm w erze wielkich narracji?” w dn. 28 kwietnia 2026 r. Źródło: DoRzeczy.pl / zdj. Piotr Woźniakiewicz
Spółka Do Rzeczy S.A., wydawca tygodnika "Do Rzeczy" i portalu DoRzeczy.pl, zadebiutowała dziś na rynku NewConnect. Wydarzeniu towarzyszyła debata "Do Rzeczy".

Oficjalny debiut odbył się w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie z udziałem przedstawicieli spółki, inwestora strategicznego oraz władz GPW. Po części oficjalnej odbyła się debata z udziałem publicystów tygodnika "Do Rzeczy" pt. "Nowa epoka wojen. Czy media mogą zachować krytycyzm w erze wielkich narracji?". Wzięli w niej udział redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" Paweł Lisicki, jego zastępca Piotr Gabryel oraz publicyści tygodnika – Rafał Ziemkiewicz i Jacek Przybylski.

Czy w świecie konfliktów możliwa jest niezależność?

Dyskusję otworzył Paweł Lisicki, wskazując na zmieniający się charakter współczesnych konfliktów. – Mamy do czynienia z nową epoką wojen, która zaczęła się wraz z napaścią Rosji na Ukrainę – mówił. – Ale to są nie tylko wojny militarne. To są także wojny informacyjne. Jak podkreślił, media znajdują się dziś pod silną presją. – Media mają ogromny problem z krytycznym, bezstronnym opisem tych zjawisk. Z jednej strony jest emocjonalne zaangażowanie, z drugiej wszystkie strony robią wszystko, żeby media przekazywały to, czego one chcą – zaznaczył. Postawił przy tym pytanie o granice niezależności. – Czy zachowanie krytycyzmu ma jeszcze wartość? Czy może bardziej opłaca się iść z główną narracją? – pytał.

Piotr Gabryel zwrócił uwagę, że współczesne konflikty to również rywalizacja narracji. – Mamy do czynienia z wojną narracji, z wojną opowieści o tych wojnach – powiedział. – Każda ze stron stara się przedstawić swój punkt widzenia jako jedyny, niepodlegający dyskusji – stwierdził. Jego zdaniem jedyną odpowiedzią jest zachowanie dystansu. – Tylko nie dając się uwieść żadnej z tych narracji, możemy podejmować racjonalne decyzje z punktu widzenia Polski – podkreślił. – Tylko krytyczne podejście pozwala nam wybierać rozwiązania korzystne dla naszego państwa – dodał.

Media jako miejsce interpretacji

Rafał Ziemkiewicz podkreślał, że w świecie nadmiaru informacji rośnie znaczenie mediów opinii. – Nie sprzedajemy papieru. Sprzedajemy to, co jest na nim wydrukowane – opinie – mówił. – My łączymy fakty i podajemy ich interpretację. Jak zaznaczył, to właśnie niezależność od dominujących nastrojów buduje pozycję redakcji. – Ludzie szukają miejsca, gdzie nie ulega się zbiorowej histerii – powiedział. – To w dłuższej perspektywie buduje zaufanie – podsumował.

Uczestnicy debaty sporo uwagi poświęcili omówieniu mechanizmów społecznych, wpływających na odbiór informacji. – W Polsce wszyscy mówią, że lubią debatę, ale pod warunkiem, że wygrywają – mówił Lisicki. – Dyskusja bardzo szybko zamienia się w spór personalny – dodał. Z kolei Ziemkiewicz wskazywał na to, że polska polityka bardziej przypomina wojnę domową niż debatę. – Media często wpisują się w jedną z tożsamości, bo to się opłaca w krótkim terminie – ocenił. Jednocześnie dodał, że rośnie zmęczenie takim modelem. – Coraz więcej ludzi ma dość tego szarpania emocjami i szuka stabilnego punktu odniesienia – zaznaczył.

"Nie sprzedajemy papieru"

W trakcie debaty uczestnicy wielokrotnie wracali do pytania, czym w istocie jest dziś tygodnik "Do Rzeczy" i co stanowi o jego wartości, także z punktu widzenia inwestorów. Rafał Ziemkiewicz podkreślał, że tygodnik nie konkuruje z mediami informacyjnymi szybkością przekazu. – Nie sprzedajemy papieru. Sprzedajemy to, co na nim jest wydrukowane – opinie – mówił. – My łączymy kropki i podajemy interpretacje faktów, z którymi ludzie mają do czynienia. Jak zaznaczył, to właśnie ta funkcja – wyjaśnianie rzeczywistości – decyduje o pozycji medium. – To jest towar, który jest zawsze potrzebny, niezależnie od tego, czy trafia do odbiorcy na papierze, w internecie czy w formie wideo – dodał.

W podobnym tonie wypowiadał się Paweł Lisicki, wskazując, że fundamentem działalności redakcji pozostaje konsekwentny krytycyzm. – Chcemy zachować to, co nas wyróżnia: krytyczne myślenie, odwagę i zdolność patrzenia na sprawy z różnych stron – podkreślił. – Możemy się mylić, ale robimy to na własny rachunek, bo jesteśmy do czegoś przekonani – dodał. – Nie poddaliśmy się zbiorowej histerii w różnych momentach – czy to podczas pandemii, czy na początku wojny na Ukrainie. To kosztowało nas część czytelników – mówił Ziemkiewicz.

Istotnym elementem, na który wskazywano, jest także specyfika samej redakcji. Piotr Gabryel podkreślał, że „Do Rzeczy” nie jest zespołem o jednolitym światopoglądzie. – U nas ścierają się różne poglądy i z tych sporów rodzą się trafniejsze diagnozy – zaznaczył. – Debata jest jednym z naszych najważniejszych elementów. Z kolei Jacek Przybylski zwracał uwagę na znaczenie rzetelności w pracy redakcyjnej. – Nie poddajemy się dominującym trendom i każdą informację staramy się weryfikować – mówił. – Czytelnik powinien dostawać obraz sytuacji, a nie tylko przekaz polityczny – podsumował.

Czytaj też:
"To dopiero początek nowego rozdziału". Do Rzeczy S.A. zadebiutowało na NewConnect

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także