Włochy nie wyraziły zgody na lądowanie amerykańskich samolotów wojskowych w bazie lotniczej na Sycylii. Wcześniej bardziej radykalną postawę wobec działań USA na Bliskim Wschodzie wybrała Hiszpania. Rząd w Madrycie zdecydował bowiem o zamknięciu swojej przestrzeni powietrznej dla amerykańskich samolotów biorących udział w atakach na Iran. Hiszpański dziennik "El Pais", powołując się na źródła wojskowe, podał, że ograniczenia te dotyczą również samolotów USA stacjonujących w państwach trzecich, takich jak Wielka Brytania i Francja.
Ambasador USA w Polsce opublikował długi, pełen pretensji wpis. "Zabawne, że kiedy dzwonią nasi sojusznicy, zawsze odbieramy, ale kiedy sytuacja się odwraca? Już nie tak bardzo! Ci, którzy teraz uzasadniają swoją odmowę wsparcia prezydenta Donalda Trumpa lub Ameryki w naszej obronie ich i świata, tym, że nie 'skonsultowaliśmy się' z nimi pierwsi, są właśnie powodem, dla którego tego nie zrobiliśmy – gdybyśmy byli na tyle głupi, żeby się z nimi 'skonsultować', powstrzymaliby nas od działania" – zauważa w kontekście ataku USA i Izraela na Iran.
Ambasador Rose przypomina, jak USA pomagały sojusznikom
"Prezydent Trump nigdy nie pozwoli nikomu podważać jego obrony amerykańskich interesów. Kiedy Wielka Brytania rozpaczliwie potrzebowała naszego wsparcia w odbiciu Falklandów za pomocą rakiet, wywiadu i logistyki, a jednocześnie staraliśmy się poprawić stosunki z naszymi południowoamerykańskimi sąsiadami, pomogliśmy naszemu sojusznikowi. W Kosowie Europa błagała nas, abyśmy zapobiegli katastrofie humanitarnej na ich własnym podwórku, której sami nie byli w stanie zapobiec. Operację przeprowadziły Stany Zjednoczone" – przypomina dyplomata.
"Potem jest katastrofa w Libii i Benghazi. Francja i Wielka Brytania 'kierowały' operacją, która wymagała od nas zapewnienia wsparcia wojskowego, którego oni nie byli w stanie zapewnić. Bardziej niedawne interwencje Francji w Mali i Czadzie zależały od wsparcia amerykańskiego wywiadu i pomocy technicznej. Kiedy dzwonią, odbieramy. Kiedy działamy, jesteśmy ganieni. Ale jak długo jeszcze?" – pyta z oburzeniem Tom Rose.
