Wśród lektur ocalałych z pogromu zafundowanego młodzieży przez postępowe władze oświatowe, wykorzystujące do tego równie postępowych ekspertów (?), uchował się – Bóg raczy wiedzieć dlaczego – poeta Zbigniew Herbert.
Przeciwstawiany przez nienawistników naszej umiłowanej noblistce Szymborskiej, wróg innego zacnego noblisty Miłosza, admirator Ryszarda Kuklińskiego i walczących o wolność Czeczenów, bezwzględny krytyk III Rzeczypospolitej. Z dzisiejszego punktu widzenia najbardziej jednak naganny jest przede wszystkim ten fakt, że napisał swego czasu wiersz „Bezradność”, w którym odnosząc się do osoby ówczesnego polskiego premiera Józefa Oleksego, stwierdził, że wolałby, by okazał się on głupi lub chory, byleby nie był zdrajcą. „Olin” był jednak „Olinem”, a poeta sprawę komentował, nie kryjąc swego bólu, bo tamten premier był przecież premierem Rzeczypospolitej, a więc i jego.
Felieton został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
