Biejat zaskoczyła ws. kilometrówek. "Nie wylewajmy dziecka z kąpielą"

Biejat zaskoczyła ws. kilometrówek. "Nie wylewajmy dziecka z kąpielą"

Dodano: 
Senator Lewicy Magdalena Biejat
Senator Lewicy Magdalena Biejat Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Magdalena Biejat skomentowała sprawę kilometrówek Anny Marii Żukowskiej.

Biuro poselskie Anny Marii Żukowskiej znajduje się zaledwie 1,7 km od kompleksu sejmowego przy ul. Wiejskiej w Warszawie. Jednak polityk w ubiegłym roku odliczyła ponad 38 tys. zł z tytułu tzw. kilometrówki. Kwota ta, przeliczona na dzienne przejazdy, wskazuje na średni dystans około 90 kilometrów pokonywany każdego dnia, wliczając w to weekendy i święta.

O te doniesienia pytana była polityk Lewicy Magdalena Biejat. Polityk w rozmowie z RMF FM stwierdziła, że nie pamięta, ile sama wykorzystała kilometrówek w zeszłym roku. – Jakoś niedużo – stwierdziła. – Nie 90 km dziennie. Bardzo mało, bo jeżdżę głównie pociągiem – mówiła.

Tomasz Terlikowski dopytywał, czy przekonują ją słowa Anny Marii Żukowskiej, która stwierdziła, że 90 km dziennie to jest "absolutny standard".

twitter

– W niektórych okręgach to jest absolutny standard. Przypominam, że 30 proc. Polski jest wykluczonej transportowo, gdzie po prostu nie da się inaczej dojechać. Uważam, że... rozumiem, czemu bulwersują oczywiste przykłady nadużywania, które pojawiają się w mediach. Niemniej nie wylewajmy dziecka z kąpielą, senatorowie i posłowie mają prawo do wykonywania swojego mandatu na całym terenie kraju – mówiła.

Biejat następnie stwierdziła, że opowiada się za uszczegółowieniem formularza rozliczającego kilometrówki, co pozwoliłoby uniknięcia wątpliwości dot. zasadności wyjazdów.

Media: Tak posłowie "doją" Polaków na kilometrówki

O tym, jak posłowie "doją" Polaków na kilometrówki pisał niedawno "Super Express". Gazeta powołuje się na rozliczenia przejazdów prywatnymi samochodami, którego parlamentarzyści dokonali z ryczałtu na swoje biura poselskie. W artykule przypomniano, że w okręgu wyborczym obowiązywał miesięczny limit 1500 kilometrów a stawki wynosiły 0,89 lub 1,15 zł za km.

"Przejazdy poza okręgiem rozliczano bez szczegółowej ewidencji tras, co dawało dużą swobodę. Sejmowe przepisy pozwalały więc dostać zwrot pieniędzy bez wyjaśniania, skąd i dokąd politycy się przemieszczali, i bez żadnego potwierdzenia przebyte trasy" – czytamy.

Wśród wymienionych przez "SE" znalazł się poseł Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz. Parlamentarzysta od dwóch lat nie posiada prawa jazdy, ponieważ stracił je po nieprzepisowych jazdach po ulicach stolicy. Kilometrówkę mógł jednak pobrać, ponieważ jeździ z szoferem. I tak, były szef MON otrzymał w ubiegłym roku na ten cel 16 732,50 zł. Głośnym w ostatnich dniach przykładem jest również Anna Maria Żukowska. Posłanka Lewicy z Warszawy z tytułu kilometrówek pobrała 38 181,95 zł, choć w ostatnim oświadczeniu majątkowym nie ujawniła posiadania auta. Warto zaznaczyć, że – według zapewnień samej zainteresowanej, ta sytuacja uległa już zmianie i obecnie dysponuje ona samochodem. "W podobnej sytuacji jest wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha (43 l.). Poseł KO także nie wykazywał, że ma auto. Dostał z Kancelarii Sejmu 14 352 zł" – wskazuje gazeta.

W artykule przywołano również przypadek byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Polityk Prawa i Sprawiedliwości, który od października ubiegłego roku przebywa poza granicami kraju, a w 2025 roku był obecny na 15 z 53 posiedzeń Sejmu wziął na ten cel 45 521,80 zł.

Czytaj też:
Kilometrówki Żukowskiej. Czarzasty: Będę jej bronić
Czytaj też:
Media o wydatkach na biuro poselskie. Ziobro: Zwykły fejk

Źródło: RMF 24
Czytaj także