Korty tenisowe ogarnia nowy trend: „court couture”. Chodzi o to, żeby zabłysnąć strojem niekojarzącym się z tenisem
Dlaczego pani nie nosi markowych ubrań – zapytał dziennikarz Maję Chwalińską. Było to jeszcze przed finałowym meczem z Mirrą Andriejewą. Maja grała w cytrynowożółtej koszulce, nieobklejonej znakami firm sporowych.
– Nie noszę, bo nie mam sponsorów – odpowiedziała Maja z właściwą sobie prostolinijnością.
Wszystko zmieniło się po finale. Trener Mai powiedział, że zostali zasypani propozycjami, a sama bohaterka wychodziła z kortów Roland Garros ubrana w bluzę Oshee, tej samej marki, którą promuje Iga Świątek.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
