Kraskowski najpierw zgłosił groźby, potem sam trafił do aresztu. Jest komunikat policji

Kraskowski najpierw zgłosił groźby, potem sam trafił do aresztu. Jest komunikat policji

Dodano: 
Komenda Stołeczna Policji, zdjęcie ilustracyjne
Komenda Stołeczna Policji, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Leszek Szymański
Komenda Stołeczna Policji opublikowała we wtorek komunikat dotyczący sprawy Leszka Kraskowskiego.

Wynika z niego, że dziennikarz już 22 maja zgłosił policji, że grożono mu nożem i gazem pieprzowym.

Interwencja 22 maja

Jak podaje policja, zgłoszenie wpłynęło na numer 112 o godz. 17:45. – Obcy mężczyzna, który przedstawił się jako były partner żony zgłaszającego, zagroził mu nożem i gazem, szantażował zgłaszającego, nakazał wyprowadzkę z domu w ciągu dni, zagroził, że dwóch mężczyzn pobije zgłaszającego – cytuje treść zgłoszenia KSP. Na miejscu policjanci rozmawiali z trzema osobami: 59-letnim zgłaszającym, 47-letnim mężczyzną i 46-letnią kobietą.

Jak podkreśla policja, podczas sprawdzenia danych zgłaszającego okazało się, że jest on osobą poszukiwaną w celu ustalenia miejsca pobytu. Chodziło o postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia z 6 maja.

Zawiadomienie dzień później

23 maja Kraskowski zgłosił się do Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie, żeby formalnie złożyć zawiadomienie. Pierwsze badanie alkomatem wykazało 0,46 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu. Z tego powodu czynności procesowe zostały odłożone. Policja sporządziła notatkę i protokół badania trzeźwości.

Tego samego dnia około godz. 17 Kraskowski ponownie pojawił się na komendzie. Wtedy przyjęto zawiadomienie i przesłuchano go jako świadka. Jeszcze tego samego dnia zatrzymano 47-latka, którego wskazał jako sprawcę gróźb. Po przesłuchaniu został zwolniony.

Areszt i zarzuty

9 czerwca Kraskowski został zatrzymany, a następnie aresztowany na trzy miesiące. Prokuratura Rejonowa w Piasecznie postawiła mu zarzuty kierowania gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji. Według śledczych kilka godzin przed zatrzymaniem z adresu mailowego w domenie ProtonMail miała zostać wysłana wiadomość z groźbami pod adresem komendanta policji w Piasecznie. Jak informowała "Rzeczpospolita", do tej pory nie przeprowadzono ekspertyzy informatycznej, która miałaby ustalić, z jakiego urządzenia i adresu IP wysłano wiadomość.

Według prokuratury dziennikarz podczas interwencji miał grozić funkcjonariuszom bronią. Inaczej wydarzenia opisuje obrona Kraskowskiego. Jak mówił w rozmowie z Radiem Wnet pełnomocnik Kraskowskiego mec. Łukasz Pawelski, dziennikarz miał być przekonany, że ścigają go napastnicy. – Leszek uciekał przed osobami, które wziął za bandytów. Funkcjonariusze po cywilnemu byli wytatuowani. Podjął desperacką próbę wjechania w miejsce, gdzie znajdują się kamery, aby szukać ratunku – relacjonował prawnik.

Według tej wersji Kraskowski miał uciekać samochodem i schronić się na komisariacie w Prażmowie. Tam został zatrzymany. Obrońca twierdzi, że broń została pokazana wyłącznie "w akcie desperacji", a nie po to, by grozić policjantom. W samochodzie dziennikarza znaleziono pistolet gazowy produkcji włoskiej Bruni Modi oraz 54 sztuki amunicji. Kraskowski nie miał pozwolenia na broń. Jak twierdzi, dostał ją kilka godzin wcześniej od poznanego w internecie instruktora strzelectwa spod Radomia.

Czytaj też:
Nowe wątpliwości w sprawie Kraskowskiego. Prokuratura bez kluczowych ustaleń?
Czytaj też:
Kraskowski pogryziony przez pluskwy. Ejchart: To specyfika takich obiektów

Źródło: Policja / DoRzeczy.pl
Czytaj także