Mnóstwo słów już napisano i powiedziano o tym, że gabinet Donalda Tuska nie zrealizował swojego programu „100 konkretów na 100 dni rządów”. Niby nic w tym nadzwyczajnego. To normalne, że politycy będąc w opozycji, obiecują gruszki na wierzbie, a potem – gdy u władzy przychodzi im się mierzyć z rzeczywistością – zmuszeni są weryfikować swoje plany. Niemniej przypadek Tuska jest szczególny. Można powiedzieć, że o ile kiedyś w praktyce rządzenia próbował on siebie kreować jako realną alternatywę dla Jarosława Kaczyńskiego, o tyle dziś z tego zostało już bardzo mało.
W rywalizacji politycznej odróżnianie się od przeciwnika ma istotne znaczenie wizerunkowe. To być może jeden z powodów, dla których w latach 2005–2007 Platforma Obywatelska dokonała programowego zwrotu. Do jesieni roku 2005 formacja ta bowiem deklarowała chęć współpracy z Prawem i Sprawiedliwością. Wtedy PO – tak jak PiS – opowiadała się za eliminacją postkomunistycznych patologii i budową nowego państwa w oparciu o konserwatywne wartości (warto w tym kontekście przypomnieć hasło „IV Rzeczpospolita”).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
