Przed wtorkowym posiedzeniem rządu Donald Tusk poinformował, że Maciej Berek przestanie pełnić funkcję ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. – Ustaliliśmy wspólnie z panem ministrem, że przejdzie do innych zadań. W związku z tym zwrócił się do mnie o zwolnienie z obowiązków, jakie pełnił – mówił premier.
Odejście bliskiego współpracownika premiera zaskoczyło politycznych komentatorów w kraju. Zdziwienia nie kryje również Ryszard Petru. Poseł przyznał, że jeszcze niedawno rozmawiał z Berkiem i nic nie zapowiadało jego dymisji. Polityk przyznał, że jest zaskoczony całą sytuacją.
– Jeszcze kilkanaście dni temu rozmawiałem z nim o planach deregulacyjnych na kolejne, najbliższe półrocze. W związku z tym to jest zaskoczenie. Trudno mi powiedzieć, co się takiego wydarzyło. Jestem tak samo zaskoczony jak większość Polaków – powiedział.
Petru przyznał, że słyszał "o różnych plotkach" na temat zmian w rządzie, ale nie chciał ich publicznie komentować. Jego zdaniem, opinia publiczna powinna poznać przyczyny odejścia bliskiego współpracownika Tuska.
– Wydaje mi się, że przydałaby się jakieś lepsze uzasadnienie tej sytuacji, bo rzeczywiście jest to ważna postać w rządzie i taka, która spinała bardzo wiele procesów, zarówno na poziomie rządu, jak i potem na poziomie kontaktu z parlamentem – stwierdził.
– W związku z tym nie wiem, co się wydarzyło, szczerze mówiąc i chciałbym trochę więcej się dowiedzieć – dodał poseł.
"Prawa ręka Tuska"
– Był moją prawą ręką, nadal tak jest, jeśli chodzi o egzekwowanie naszych planów, priorytetów rządowych. (...) Prawie każda i każdy z was, jak zaczyna mówić o tym, co zrobił, przygotował, to zaczyna od podziękowań pod adresem ministra Berka i to jest absolutnie zrozumiałe – stwierdził Donald Tusk, informując o odejściu Berka.
Według nieoficjalnych informacji były minister ma zostać wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Czytaj też:
Petru poza nową partią. "Chcę poszerzać, nie zwężać" Czytaj też:
Widmo porażki wisi nad koalicją rządzącą. "Dymisje są nieuniknione"
