Po ujawnieniu przez Kanał Zero afery szpitalnej w Polsce rozgorzała dyskusja, w jaki sposób w ogóle rozpocząć próbę naprawiania w Polsce systemu ochrony zdrowia. Wielu komentujących podniosło argument, że dosypywanie kolejnych miliardów nic nie da, ponieważ źródło problemu leży w złej organizacji systemu, nie w ilości pieniędzy.
System ochrony zdrowia. Władza szykuje kosmetyczne zmiany
Sejm w ekspresowym tempie podjął pierwsze kroki. Chodzi przyjętą nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej. Nowe przepisy mają dać państwu pełniejszy obraz tego, ile naprawdę zarabiają lekarze i inni pracownicy ochrony zdrowia. Najważniejsza zmiana dotyczy sposobu zbierania danych o wynagrodzeniach medyków. Dotychczas Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymywała informacje anonimowo. Po wejściu nowych przepisów dane będą powiązane z numerem PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu.
Z kolei minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda mówiąc na konferencji prasowej o planowanych zmianach prawnych, w tym o jawności konkursów i wysokości płac, zaznaczyła, że rządzącym bardzo zależy na zlikwidowaniu kominów płacowych.
W ocenie środowisk antysocjalistycznych rozwiązanie leży gdzie indziej. Stanisław Michalkiewicz został o tę sprawę zapytany przez Jana Pospieszalskiego na jego kanale YouTube.
Michalkiewicz: Pieniądze powinny iść z pacjentem
Zdaniem publicysty reformę systemu ochrony zdrowia należy powiązać z całościową reformą podatkowo-fiskalnego systemu państwa. W jej wyniku państwo powinno odbierać Polakom w podatkach znacznie mniej, co przełożyłoby się na to, że ludzie dysponowaliby zdecydowanie większą częścią swoich zarobków, niż ma to miejsce obecnie.
– Powiem coś bardzo niepopularnego. Znaczna część naszego społeczeństwa wierzy, że publiczna służba zdrowia jest wielką zdobyczą ludu pracującego miast i wsi – powiedział publicysta, przypominając hasło reform premiera Buzka – że "pieniądze mają iść za pacjentem". – Może i idą, ale w takiej odległości, że wszelki kontakt, nie tylko wzrokowy, ale w ogóle wszelki, został przerwany, o czym świadczy deficyt budżetowy 24 miliardy złotych [w służbie zdrowia – red.] – powiedział Michalkiewicz.
– Jeżeli chcemy dojść do jakiejś normalności, to trzeba by tę formułę zmienić i podjąć próbę naprawy sektora ochrony zdrowia, to w myśl hasła pieniądze idą z pacjentem – zaproponował publicysta. – Czyli pacjent przychodzi do szpitala z pieniędzmi. Wtedy nie ma problemu z kolejkami, nie ma problemu z zarobkami lekarzy – dodał. – To jest tak, jak mówił Stefan Kisielewski, że socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju – przypomniał.
Konkurencja i brak przymusu ubezpieczeń społecznych
Jak zaznaczył, aby pacjent mógł mieć pieniądze, trzeba zreformować system podatkowy i system fiskalny państwa, ponieważ podatków i świadczeń, jakie Polacy płacą państwo jest o wiele za dużo. W naturalny sposób powoduje to sytuację, w której ludzie bez "pomocy" państwa nie są w stanie sobie poradzić. Stąd służba zdrowia jest w tak dużym zakresie państwowa.
Michalkiewicz powiedział też, że ubezpieczenia powinny być nie przymusowe, tylko dobrowolne. – Nie jestem przeciwnikiem ubezpieczeń społecznych, one powinny istnieć. Ale nikt nie powinien być zmuszany do niekorzystnego rozporządzania swoim mieniem – mówił publicysta.
Konfederacja proponuje bon zdrowotny
Nawiązując do koncepcji "pieniądze idą z pacjentem", przypomnijmy, że Konfederacja proponuje w swoim programie bon zdrowotny. Istotą bonu zdrowotnego proponowanego przez partię kierowaną przez Bosaka i Mentzena jest likwidacja monopolu Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) i wprowadzenie wolnorynkowej konkurencji między placówkami medycznymi. Obecne środki publiczne na ochronę zdrowia zostałyby podzielone przez liczbę obywateli. Każdy Polak otrzymałby imienny bon o określonej wartości.
Czytaj też:
Jak naprawić służbę zdrowia? Wróblewski przypomina
