"Tam, gdzie byliśmy katami, nie widzimy". Lewicowy publicysta o Wołyniu

"Tam, gdzie byliśmy katami, nie widzimy". Lewicowy publicysta o Wołyniu

Dodano: 
Publicysta Sławomir Sierakowski
Publicysta Sławomir Sierakowski Źródło: PAP / Rafał Guz
Ludobójstwo to jest świadoma wola eksterminacji całego albo części narodu. Tak nie było – mówił o rzezi wołyńskiej publicysta Sławomir Sierakowski.

W programie "Fakty po Faktach" w TVN24 Sławomir Sierakowski, założyciel "Krytyki Politycznej", mówił o napiętych relacjach polsko-ukraińskich i sporze o historię w kontekście rzezi wołyńskiej. – Jak to się stało, że nagle 100 tysięcy ludzi, czy nagle zwykli ludzie, którzy tam mieszkają, rzucili się na swoich sąsiadów? Nie było słowa o tym, jak Polacy się zachowywali wobec Ukraińców. Już nie mówię o XVI, XVII, XVIII wieku, ale pacyfikacji wsi galicyjskich, rozbijaniu cerkwi, liczbie Ukraińców wsadzonych do Berezy Kartuskiej, tak naprawdę zdradzie Petlury, za którą Piłsudski akurat przeprosił, a nie zabierał medale – oznajmił.

– Ja bym nie ryzykował teraz dyskusji historycznej, bo ona będzie trwała wiele godzin. To jest stawianie takiego znaku równości. Umówmy się, mówimy o potwornej zbrodni, tylko boję się, że jak zaczniemy mówić o szczegółach tej zbrodni, to one są tak przerażające, że nie dojdziemy do porozumienia. 100 tysięcy ludzi zostało wymordowanych w wyjątkowo bestialski, okrutny sposób. I teraz mówienie: "No tak, ale w XVI wieku, w XVII wieku Polacy też robili złe rzeczy"... – zareagował prowadzący Piotr Kraśko.

Ludobójstwo na Wołyniu. Sierakowski: Tak nie było

– Panie redaktorze, ale rozumiem, że odróżnia pan usprawiedliwienie od zrozumienia? To jest nasza postawa. My widzimy siebie tam, gdzie byliśmy ofiarami, a tam, gdzie byliśmy katami, nie widzimy – stwierdził Sławomir Sierakowski.

– Jest cały szereg historyków, którzy naprawdę nie są ani z Polską, ani z Ukrainą, ani to nie są ludzie, którzy mieliby jakiś interes w tym, żeby przyjmować jedną linię, a nie drugą – kontynuował lewicowy publicysta.

– Widziałem, że prof. Motyka mówił o czystkach etnicznych z charakterem ludobójstwa. Ludobójstwo to jest świadoma wola eksterminacji całego albo części narodu. Tak nie było. Historycy, Norman Davies, pan Gontarczyk z IPN-u, też o tym piszą. Ja bym bardzo uważał, żeby nie było tak, że my wygramy debatę o Wołyniu i przegramy debatę z Rosją – skwitował.

Rzeź wołyńska. Zbrodnia zaplanowana z premedytacją

Ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1945 było szczegółowo zaplanowane i przeprowadzone według odgórnych rozkazów. Pierwsze z nich brzmiały, aby mordować jedynie mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, jednak od początku nikt tego nie przestrzegał. Kolejne dyrektywy mówiły o likwidacji całego "elementu polskiego", bez względu na płeć i wiek. Historycy szacują, że zginęło od 50 tys. do 120 tys. Polaków.

11 lipca 1943 r. miała miejsce tzw. krwawa niedziela – punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej. Oddziały partyzanckie ukraińskich nacjonalistów, wspierane przez ludność cywilną, zaatakowały miejscowości na Wołyniu. Rozpoczęto jednoczesny atak na trzy powiaty: horochowski, włodzimierski i kowelski. Była to bardzo dobrze zaplanowana akcja. Mówiono o konieczności wymordowania wszystkich Polaków do siódmego pokolenia wstecz.

Niektórym Polakom udało się schronić przed rzezią w większych miastach, ale tam wpadali w ręce Niemców. Część wsi zorganizowała obronę przeciwko bojówkom UPA, lecz oddziały ukraińskie były dużo lepiej uzbrojone, wspierane nie raz przez Niemców i miały przewagę liczebną.

Czytaj też:
Znany historyk broni słów dyplomaty. "Też mamy swoje winy w stosunku do Ukraińców"
Czytaj też:
Szef ukraińskiego IPN: Ukraina uznaje istnienie tragedii wołyńskiej

Opracował: Dawid Sieńkowski
Źródło: TVN24
Czytaj także