Protest ma rozpocząć się w piątek. – W moim przekonaniu przekroczyliśmy czerwoną linię i niestety, ale tu rozmowy już nie pomogą – powiedział Leszek Miętek, prezydent związku.
Maszyniści podjęli decyzję o proteście
Decyzja zapadła podczas specjalnego posiedzenia Rady Krajowej Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce. Jak zapowiedział Leszek Miętek, akcja ma być odpowiedzią na sytuację na przejazdach kolejowo-drogowych. – Zostanie przez nas podjęta akcja protestacyjna, która będzie miała spowodować, że ofiar na przejazdach kolejowo-drogowych nie będzie – powiedział Miętek w Polsat News.
Protest ma rozpocząć się w piątek. Jego dokładna forma ma zostać przedstawiona w czwartek o godz. 9 podczas specjalnej konferencji. Wcześniej związek chce poinformować pracowników kolei i swoich członków o planowanych działaniach. Według Miętka akcja ma być skoordynowana z pracownikami kolei i związkowcami.
"Nie mamy zamiaru chodzić na pogrzeby maszynistów"
Miętek wskazywał, że związek od dłuższego czasu domaga się działań zwiększających bezpieczeństwo na przejazdach kolejowo-drogowych. Według niego dotychczasowe działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. – To jest cały szereg rozmaitych działań. Natomiast my ich nie widzimy. Przynajmniej tych skutecznych działań ze strony ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kolei – powiedział. – My już nie żartujemy, bo nie mamy zamiaru chodzić na pogrzeby maszynistów, którzy do domu po służbie nie wracają. Jak również w trosce o bezpieczeństwo podróżnych – dodał.
W rozmowie z TVP Info Miętek podkreślił, że maszynista, który zauważy przeszkodę na torach, ma ograniczone możliwości reakcji. Droga hamowania pociągu wynosi kilkaset metrów, a w niektórych przypadkach może sięgać kilometra. – Już byłem wielokrotnie na pogrzebach maszynistów, nie chcę iść na więcej – powiedział.
Szef związku zarzucił również osobom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo kolei, że przedstawiany przez nie obraz sytuacji odbiega od doświadczeń maszynistów. – Ludzie, którzy odpowiadają za stan bezpieczeństwa na polskiej kolei, mówią i pokazują wykresy, opływając w samozadowoleniu, że jest wszystko bardzo dobrze. Nie, nie jest dobrze – stwierdził.
Katastrofa w Sokolnikach Suchych
Bezpośrednim impulsem do zapowiedzi protestu była środowa katastrofa kolejowa w Sokolnikach Suchych w woj. mazowieckim. Pociąg Intercity "Koziołek" relacji Lublin Główny – Szczecin Główny zderzył się na przejeździe kolejowym z betoniarką, a skład wypadł z torów. Pociągiem podróżowało około 120 osób. Poszkodowanych zostało 20 osób, a jedna z ciężko rannych pasażerek zmarła. Wśród najciężej rannych znaleźli się również maszynista pociągu i kierowca ciężarówki.
Czytaj też:
Katastrofa kolejowa na Mazowszu. Tusk zapowiada radykalne zaostrzenie przepisów
