Mężczyzna, który w marcu podczas współorganizowanego przez Kościół katolicki lizbońskiego Marszu na rzecz Życia rzucił butelką benzyny w jego uczestników został oskarżony o terroryzm. Informację przekazał w środę portugalski wymiar sprawiedliwości. Zarzuty opierają się m.in. o wyniki przeszukania w domu agresora, który, jak dowiodło śledztwo działał z pobudek ideologicznych.
Szykował coś większego?
W miejscu zamieszkania 39-letniego mężczyzny funkcjonariusze policji znaleźli m.in. substancje służące do przygotowania materiałów wybuchowych. W toku śledztwa stwierdzono, że zatrzymany nie jest szaleńcem, ale działał z premedytacją dążąc do okaleczenia jak największej ilości osób zgromadzonych na Marszu na rzecz Życia.
Do zdarzenia doszło późnym popołudniem 21 marca, kiedy w stojącą pod siedzibą portugalskiego parlamentu grupę rodziców z dziećmi agresywny mężczyzna rzucił koktajlem Mołotowa. Pomimo rozbicia butelki nie doszło do zapalenia się substancji łatwopalnej.
Portugalczycy pokazują, że są pro-life. Wielotysięczne marsze
Marsz na rzecz Życia odbywał się w kilkunastu miastach Portugalii ramach manifestacji poparcia dla życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. Wzięło w nich udział kilkadziesiąt tysięcy osób, głównie młodzieży. Największa demonstracja odbyła się w centrum Lizbony, stolicy kraju, z udziałem m.in. działaczy organizacji pro-life, stowarzyszeń katolickich, a także polityków ugrupowań prawicowych. Jej uczestnicy domagali się zaprzestania przez partie polityczne prowadzonych od kilku lat działań na rzecz legalizacji eutanazji, a także żądali wprowadzenia zakazu obowiązującej od 2007 r. aborcji na żądanie, którą można przeprowadzić w Portugalii do 10. tygodnia ciąży.
Czytaj też:
"Jestem wolny. Jestem prolife". Premiera film o ruchu prolife
