Padło pytanie o Giertycha. To sygnał alarmowy dla Tuska?

Padło pytanie o Giertycha. To sygnał alarmowy dla Tuska?

Dodano: 
Poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych
Poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Czy Roman Giertych jest dla Koalicji Obywatelskiej wzmocnieniem czy obciążeniem? Odpowiedzi na to pytanie udzielili w najnowszym sondażu Polacy.

Roman Giertych wraz ze swoją kancelarią miał dostać łącznie 8,7 mln zł od Getin Noble Banku, którego właścicielem jest Leszek Czarnecki za usługi związane ze sprawami przeciwko frankowiczom. Sprawy miał sabotować pomocnik posła KO w celu opóźnienia procesu. Po szokujących ustaleniach Wirtualnej Polski na temat parlamentarzysty ten sam portal postanowił zapytać Polaków o zdanie na jego temat.

Giertych jest wzmocnieniem czy obciążeniem dla KO? Oto wyniki sondażu

W badaniu przeprowadzonym przez United Surveys postawiono jedno pytanie: czy Roman Giertych w szeregach Koalicji Obywatelskiej jest bardziej wzmocnieniem czy obciążeniem dla tego ugrupowania?

Okazuje się, że ponad połowa, bo 58,1 proc., respondentów oceniła rolę tego polityka w partii Tuska negatywnie – 23,3 proc. pytanych stwierdziło, że jest on "zdecydowanie" obciążeniem, zaś 34,8 proc. uznało go za "raczej obciążenie".

Jeśli zaś chodzi o pozytywne opinie, to za wzmocnienie KO uznało Giertycha łącznie 21 proc. ankietowanych: 16,8 proc. uznało go "raczej" za wzmocnienie dla partii i tylko 5,0 proc. za "zdecydowane wzmocnienie".

Aż 20,1 proc. nie miało na ten temat sprecyzowanej opinii.

Sondaż United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach 20-22 marca 2026 r. metodą mix mode online oraz telefonicznie CAWI/CATI, n=1000.

Dramat frankowiczów i działania Giertycha

Getin Noble Bank, należący do Leszka Czarneckiego, na szeroką skalę miał udzielać kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, mimo wcześniejszych zaleceń ograniczających tego typu działania. Kluczowy moment przypadł na styczeń 2015 roku, gdy kurs szwajcarskiej waluty gwałtownie wzrósł. Raty kredytów poszybowały, a kredytobiorcy zaczęli mieć trudności z regulowaniem zobowiązań. Efektem była fala pozwów przeciwko bankom. Z czasem liczba spraw sądowych przeciwko Getin Noble Bankowi sięgała tysięcy przypadków, a łączna wartość roszczeń osiągnęła poziom miliardów złotych. Kredytobiorcy wskazywali, że w umowach były niedozwolone klauzule.

Jak ustaliła WP, w maju 2014 roku bank zawarł umowę z kancelarią Romana Giertycha. Zakres współpracy był niezwykle szeroki – kancelaria miała reprezentować bank przed sądami i instytucjami oraz podejmować wszelkie działania służące ochronie jego interesów. Oprócz stałego wynagrodzenia, które przez lata przynosiło milionowe przychody, istotnym elementem był system premiowy. Przewidywał on dodatkowe wynagrodzenie sięgające milionów złotych pod warunkiem utrzymania wypłat dla frankowiczów na niskim poziomie. Innymi słowy – im mniej środków trafiało do klientów, tym wyższe mogło być wynagrodzenie kancelarii. Łączna wartość premii mogła wynieść kilka milionów złotych.

– Rozmawiałem z Giertychem w sprawie reprezentowania nas w sporze zbiorowym. Gwarantuje nam, że przez pięć lat nie będzie w tej sprawie rozstrzygnięcia (śmiech). Absolutnie może taką umowę podpisać (śmiech) – mówił Czarnecki do członków zarządu GNB, w rozmowie nagranej w restauracji Amber Room wiosną 2014 r.

Istotny w sprawie był Sebastian J., (pseudonim "Foka") – wieloletni współpracownik Giertycha, który pełnił funkcję prezesa spółki Giertych-Kancelarie. Sam posiadał kredyt frankowy w Getin Banku.

W połowie 2016 roku przystąpił do pozwu zbiorowego frankowiczów jako interwenient uboczny, czyli uczestnik postępowania mający wpływ na jego przebieg. Jego działania prowadziły do wydłużania sprawy. Składał wnioski obarczone brakami formalnymi, wnosił liczne zażalenia wymagające rozpatrzenia przez sądy wyższej instancji, a także składał wnioski o wyłączenie sędziów, często tuż przed istotnymi terminami. Każda z tych czynności skutkowała wstrzymaniem biegu postępowania. Akta wielokrotnie trafiały do sądu apelacyjnego, co blokowało możliwość prowadzenia sprawy w niższej instancji.

W efekcie proces przez długi czas faktycznie nie mógł się rozpocząć. Choć dotyczył kilkuset frankowiczów i potencjalnych roszczeń liczonych w dziesiątkach milionów złotych. Sprawa ruszyła z miejsca dopiero po ponad czterech latach. Niektórzy z pokrzywdzonych zniechęceni przewlekłością rezygnowali z udziału. W kwietniu minie 12 lat od wniesienia pozwu, a sprawa pozostaje nierozstrzygnięta.

Czytaj też:
Bodnar wprost o sprawie Giertycha. "Budzi wątpliwości"
Czytaj też:
"Postawa chamidła". Giertych uderza w Nawrockiego
Czytaj też:
Nie rusz naszego, bo zginiesz!

Źródło: Wirtualna Polska
Czytaj także