Rozmowa z Michałem Lewandowskim, autorem publikacji „Czuję się uprzywilejowana”. Rozmawia Mateusz Hypiak

Rozmowa z Michałem Lewandowskim, autorem publikacji „Czuję się uprzywilejowana”. Rozmawia Mateusz Hypiak

Dodano: 
Michał Lewandowski w Oksfordzie
Michał Lewandowski w Oksfordzie 
Jak ocalić pamięć o ludziach, których doświadczenia nie trafiły do podręczników historii? Michał Lewandowski opowiada o kulisach powstania książki „Czuję się uprzywilejowana”, niezwykłym spotkaniu z Teresą Romer – ostatnią żyjącą studentką Polskiego Wydziału Prawa w Oksfordzie – oraz o tym, dlaczego osobiste wspomnienia są bezcennym źródłem wiedzy o polskiej emigracji wojennej.

Mateusz Hypiak: Zanim przejdziemy do rozmowy o książce „Czuję się uprzywilejowana”, chciałbym zapytać o pana drogę zawodową. Łączy pan działalność naukową z praktyką prawniczą. Jak wygląda dziś pana aktywność zawodowa?

Michał Lewandowski: Jestem prawnikiem i naukowcem. Od wielu lat zajmuję się prawem cywilnym, handlowym oraz prawem umów. Doświadczenie zdobywałem zarówno w kancelariach prawnych, jak i w sektorze medialnym, gdzie uczestniczyłem w projektach realizowanych na rzecz dużych organizacji biznesowych. Obecnie odpowiadam za obszar prawny w grupie kapitałowej, zajmując się między innymi zarządzaniem ryzykiem, compliance oraz wsparciem procesów decyzyjnych.

MH: Równolegle prowadzi Pan działalność naukową. Jakie obszary badawcze są dziś dla Pana najważniejsze?

ML: Moje zainteresowania naukowe koncentrują się przede wszystkim na historii prawa oraz dziejach polskiej emigracji. Szczególnie interesują mnie losy polskich środowisk intelektualnych i edukacyjnych funkcjonujących poza granicami kraju podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu.

MH: Efektem tych zainteresowań jest między innymi publikacja „Czuję się uprzywilejowana”. Czego mogą spodziewać się czytelnicy sięgający po tę książkę?

ML: Jest to zapis rozmów z panią Teresą Romer – córką Tadeusza Romera i zarazem ostatnią żyjącą studentką Polskiego Wydziału Prawa w Oksfordzie. Książka stanowi osobiste świadectwo życia na emigracji, ale jednocześnie jest cennym źródłem do badań nad doświadczeniami Polaków, którzy po 1939 roku znaleźli się poza granicami Rzeczypospolitej.

MH: Zacznijmy zatem od początku. Jak udało się panu skontaktować z Teresą Romer?

ML: W trakcie odbywania edukacji w szkole doktorskiej KUL zbierałem materiały do rozprawy doktorskiej, zastanawiając się nad pozyskaniem materiałów, zauważyłem, że na parterze budynku KUL znajduje się wystawa dotycząca polskich organizacji emigracyjnych. W związku z tym postanowiłem sfotografować dane kontaktowe do tych organizacji i napisać do nich w sprawie informacji na temat Polskiego Wydziału Prawa na Oksfordzie. W następstwie tego skontaktowała się ze mną Teresa Romer, córka Tadeusza Romera, ostatnia żyjąca studentka Polskiego Wydziału Prawa na Oksfordzie, która na co dzień mieszka w Kanadzie (Montreal).

MH: Kiedy pojawił się pomysł, żeby z tej relacji powstała rozmowa-rzeka?

ML: Moja interlokutorka początkowo zgodziła się podzielić swoimi wspomnieniami z Polskiego Wydziału Prawa w Oksfordzie. Była to znakomita okazja do skonfrontowania zgromadzonego materiału archiwalnego z jej wspomnieniami i z tym, jak wydarzenia te wyglądały w rzeczywistości. Rozmowa była bardzo udana, a przedstawione przez panią Romer historie okazały się niezwykle cenne. Wtedy właśnie zrozumiałem, że mam do czynienia z wyjątkowym świadectwem osoby, która nie tylko pamięta tamte czasy, ale potrafi o nich opowiadać w sposób niezwykle barwny i refleksyjny.

MH: Czy już wtedy pomyślał pan, że te wspomnienia powinny zostać utrwalone w szerszej formie?

ML: Tak. Doszedłem do wniosku, że jest to niepowtarzalna, być może jedyna okazja, aby zachować świadectwo osoby będącej bezpośrednim uczestnikiem tych wydarzeń. Zdecydowałem się więc zapytać panią Romer o możliwość przeprowadzenia dłuższej, pogłębionej rozmowy w formie wywiadu-rzeki. Ku mojemu zaskoczeniu wyraziła na to zgodę. Wkrótce potem rozpoczęliśmy regularne spotkania, które z czasem przekształciły się w wielowątkową opowieść – nie tylko o Polskim Wydziale Prawa w Oksfordzie, ale szerzej o doświadczeniu Polaków na emigracji podczas II wojny światowej. Wtedy zadecydowałem, że zgromadzone i opracowane wspomnienia mojej rozmówczyni powinny ukazać się drukiem.

MH: Skoro pani Romer mieszka na stałe w Kanadzie, jak wyglądał proces pracy nad książką?

ML: Rozmowy odbyły się od marca 2021 do maja 2022 r. Niestety ówczesne obostrzenia covidowe uniemożliwiły osobiste spotkania. Na szczęście rozwijające się ówcześnie – coś, co dzisiaj wydaje się standardem – nowoczesne techniki kontaktu na odległość, umożliwiły przeprowadzenie serii spotkań zdalnych.

MH: Co w relacjach Teresy Romer najbardziej poszerza nasze wyobrażenie o Polskim Wydziale Prawa w Oksfordzie – poza tym, co znamy z oficjalnych źródeł?

ML: Historia, którą opowiada pani Romer, ma niezwykle osobisty charakter. Znane z podręczników i pomników postacie – Sienkiewicz, Dmowski, Sikorski czy Anders – odgrywają w niej rolę drugoplanową. Najważniejsi są ludzie, którzy odegrali znaczącą rolę w jej życiu, choć historia często o nich milczy. Wspomnienia o guwernantce Mai Hubisz czy poetce Beacie Obertyńskiej przepełnia naturalne ciepło, a opowieść o matce pani Teresy, Zofii z Wańkowiczów, działającej w Republice Południowej Afryki, zwraca uwagę na wciąż słabo zbadany wkład polskich kobiet w wysiłek wojenny.

MH: A co te wspomnienia wnoszą konkretnie do naszej wiedzy o samym Polskim Wydziale Prawa w Oksfordzie?

ML: Największym skarbem są właśnie informacje dotyczące funkcjonowania tego Wydziału. Świadectwo pani Romer pozwala odtworzyć atmosferę tej wyjątkowej polskiej instytucji działającej w jednej ze światowych stolic nauki. Co więcej, jest ona dziś jedyną żyjącą osobą legitymującą się dyplomem ukończenia tych studiów, na którym widnieją zarówno symbole Uniwersytetu Oksfordzkiego, jak i polski orzeł w koronie. Dzięki jej wspomnieniom możemy poznać codzienne życie studentów i wykładowców, ich zwyczaje, morale oraz wzajemne relacje, a nawet dowiedzieć się, jak prezentowali się wielcy uczeni tamtych czasów. Są to elementy, których próżno szukać w oficjalnych dokumentach i protokołach.

MH: Czego jako naukowiec i praktyk nauczył się pan z historii pani Teresy Romer?

ML: Rozmowy z Teresą Romer uczą pokory. Jej życie i losy rodziny były głęboko dotknięte wojennymi kataklizmami, tułaczym życiem na obczyźnie, poczuciem niepewności i lękiem o przyszłość. Nawet gdy nastał pokój, polityczna rzeczywistość uniemożliwiła powrót do Ojczyzny, a życie należało zaczynać od nowa. Jednak w jej wspomnieniach nie znajdziemy żalu ani resentymentu – są wypełnione pogodą ducha, wdzięcznością i nadzieją. Dzięki historii pani Teresy Romer i jej postawie możemy uczyć się odwagi, wytrwałości i optymizmu. To nie tylko świadectwo minionych czasów, ale także lekcja życia, która pozostaje aktualna do dziś.

MH: Jak wspomnienia Teresy Romer o jej przyjeździe do Londynu w 1944 roku i decyzji o studiowaniu w Oksfordzie pomagają zrozumieć realia, w jakich powstawał Polski Wydział Prawa?

ML: Pani Romer opowiadała, że gdy dotarła do Londynu, miasto było wciąż atakowane niemieckimi bombami lotniczymi. Rodzice chcieli zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, dlatego jej siostry trafiły do pensjonatu na wsi, a ona sama, mając już maturę, zapisała się na studia w Oksfordzie. W tym samym czasie powstawał Polski Wydział Prawa w Oksfordzie. Moja rozmówczyni nigdy o nim nie słyszała, ale myśl o polskich profesorach i polskiej edukacji w środku wojny szybko ją zainteresowała. Dowiedziałem się przy tym, że jej ojciec nie był bezpośrednio zaangażowany w tworzenie wydziału, ale dzięki kontaktom dowiedział się o tej inicjatywie. Polski Wydział Prawa powstał z myślą o młodych prawnikach, których edukacja została przerwana przez wojnę. Chodziło o to, aby uzupełnić luki kadrowe i umożliwić kontynuację studiów w ramach czwartego roku prawa. Wydział rozwijał się stopniowo, od czwartego roku aż po pierwszy, w miarę jak rosło zainteresowanie i dostępność kadry naukowej.

MH: Jak udało się stworzyć i utrzymać wysoki poziom nauczania na Polskim Wydziale Prawa w Oksfordzie mimo wojennych realiów?

ML: Przede wszystkim jest to zasługa wybitnych profesorów – naukowców z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Oni wszyscy razem ze studentami tworzyli wyjątkową atmosferę. Moja rozmówczyni wspominała, że nikt się nie wywyższał, każdy dawał z siebie wszystko, a program nauczania był oparty na międzywojennej polskiej tradycji prawniczej. Pod względem jakości nie ustępował niczym współczesnym standardom. Pani Romer przywoływała też porównania ze studiami jej syna i wnuków, którzy w Kanadzie uczęszczali na prawo. To, co dla nich było oczywiste – nauka kodeksów i praktycznych aspektów prawa – w Oksfordzie było połączone z historią prawa, filozofią oraz analizą kontekstu politycznego i społecznego. Pokazuje to, jak wszechstronne było podejście do kształcenia młodych prawników w warunkach wojny i emigracji.

MH: Z pana słów wynika jednak, że o wyjątkowości tego miejsca decydował nie tylko poziom nauczania.

ML: Zdecydowanie tak. Tym, co szczególnie mnie uderzyło w relacjach pani Romer, była solidarność i poczucie wspólnoty wśród studentów. Byli w obcym kraju, na obcej uczelni, w czasie wojny, a mimo to pracowali razem, wspierali się nawzajem i dawali z siebie wszystko. Nie było tu miejsca na narzekanie, lecz na odpowiedzialność, zaangażowanie i poczucie własnej wartości. Właśnie ta atmosfera współpracy i wspólnego celu sprawiała, że Polski Wydział Prawa w Oksfordzie był czymś więcej niż tylko instytucją edukacyjną.

MH: Na czym polega pana zdaniem zasadnicza różnica między wiedzą pochodzącą z archiwów a tym, co wynika z bezpośrednich świadectw, takich jak relacja Teresy Romer?

ML: Dla mnie najważniejsze w tej rozmowie jest to, że dzięki pani Romer historia przestaje być zapisami w archiwalnych dokumentach, a zaczyna być realną historią indywidualnej osoby. To nie są już tylko daty, fakty czy nazwiska, ale konkretni ludzie, ich emocje i decyzje podejmowane w bardzo trudnych okolicznościach. Świadectwo pani Romer pozwala lepiej zrozumieć motywacje, atmosferę tamtych lat i codzienność osób, które były świadkami wielkiej historii. Tego rodzaju wiedzy nie da się znaleźć w archiwach ani w podręcznikach – i właśnie dlatego te rozmowy mają dla mnie taką wartość. Każde spotkanie z panią Teresą Romer było czymś więcej niż badaniem materiału źródłowego. Szczególnie zapadły mi w pamięć jej słowa, że „chcieliśmy Polski idealnej”.

MH: Jaką rolę odgrywał Polski Wydział Prawa w Oksfordzie w podtrzymaniu ciągłości przedwojennej tradycji prawniczej i kształceniu elit?

ML: Wydział powstał w bardzo konkretnym celu – kształcenia młodych prawników polskich w czasie wojny, zachowując tradycje przedwojennej edukacji prawniczej. Wykłady prowadzone były przede wszystkim w języku polskim, a kadra, skompletowana z najlepszych profesorów międzywojennych uczelni polskich, dbała o najwyższy poziom nauczania.

MH: Czy w tych trudnych, wojennych warunkach udawało się realizować pełen program studiów? Coś pana szczególnie zaskoczyło?

To, że pomimo braku wykładowcy prawa rzymskiego nie zrezygnowano z nauczania tego przedmiotu. Prawo rzymskie jako fundament europejskiej kultury prawnej w tamtym czasie pełniło funkcję spoiwa – pozwalało zachować ciągłość tradycji i tożsamości prawniczej w obliczu wojennej zawieruchy. Pani Romer opowiadała, że obowiązek nauczania prawa rzymskiego nie był jedynie formalnością. Stanowił świadomy wybór, który podkreślał polską więź z kulturą Zachodu i rolę przyszłych elit w odbudowie państwa. Zajęcia prowadzili m.in. Francis de Zulueta, angielski profesor hiszpańskiego pochodzenia, oraz mgr Stanisław Kryński. Ten drugi, mimo że znany był później głównie jako tłumacz literatury angielskiej, przed wojną wyróżniał się jako romanista i ekspert prawa rzymskiego. To on w Oksfordzie uczył studentów, którzy dopiero zaczynali opanowywać język angielski, umożliwiając im realny dostęp do wiedzy i wprowadzając ich w kulturę prawniczą Europy.

MH: Jaką rolę w pana badaniach nad Polskim Wydziałem Prawa w Oksfordzie odgrywa zestawienie źródeł archiwalnych z relacjami świadków historii, takich jak Teresa Romer?

ML: Dzięki pracy archiwalnej w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego, w archiwach Uniwersytetu Oksfordzkiego, w Montrealu, Warszawie, Lublinie, a także rozmów z Panią Romer – w mojej rozprawie doktorskiej udało się odtworzyć zarówno struktury wydziału, jak i stosowane materiały dydaktyczne. Analiza protokołów, listów, depesz oraz wspomnień świadków historii pozwoliła połączyć „sztywną” dokumentację z żywym doświadczeniem studentów. To dzięki temu możemy dziś zrozumieć, jak wyglądało codzienne życie Wydziału – atmosfera współpracy, poczucie wspólnoty i solidarności w obcym kraju w środku wojny.

MH: Co taka bezpośrednia rozmowa z naocznym świadkiem wnosi do suchych faktów, które znajduje pan w teczkach archiwalnych?

ML: Dla mnie rozmowa z panią Teresą Romer była prawdziwym odkryciem: dzięki niej historia przestaje być jedynie zestawem faktów i dat, a staje się żywą opowieścią o ludziach, ich wyborach, wartościach i codziennym wysiłku. To doświadczenie pokazuje, jak wiele mogą nauczyć nas osoby, które były świadkami wydarzeń – ich wspomnienia uzupełniają i nadają sens dokumentom archiwalnym, pozwalając zobaczyć historię w pełnym wymiarze.

MH: Dziękuję za wywiad. Kończąc tę rozmowę, chciałbym ujawnić pewien osobisty wątek z przeszłości. Otóż kilka lat temu, jeszcze w trakcie moich studiów doktoranckich, miałem sposobność współpracować z panem Michałem Lewandowskim nad dwiema publikacjami naukowymi, mianowicie „Kompendium doktoranta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II”, a także „Życiem społeczno-politycznym uchodźstwa polskiego w latach 1939–1991”. Choć od tamtego czasu wiele się wydarzyło i koleje losu powiodły nas w innych kierunkach, to jedno nie zmieniło się wcale. Nadal bowiem możliwość ubogacania się dorobkiem intelektualnym autora publikacji „Czuję się uprzywilejowana” stanowi wielką przyjemność.

Dekret Uniwersytetu Oksfordzkiego  o powstaniu Polskiego Wydziału PrawaDekret prezydenta RP o powołaniu Polskiego Wydziału Prawa na Oksfordzie

Źródło: Mateusz Hypiak
Czytaj także