Ano wciąż handlują z nią nie tylko – jak mogłoby się wydawać – firmy z państw spod znaku BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA, Iran, Egipt, Indonezja, Etiopia i Zjednoczone Emiraty Arabskie), czy – szerzej – z państw Południa. Czyli nie tylko firmy z tych państw, które od początku tego starcia, mniej czy bardziej otwarcie, mniej czy mocniej, kibicują raczej Rosji niż Ukrainie (a zwłaszcza niż jej sojusznikom z Zachodu, w tym naszej Polsce).
A przechodząc do konkretów – jak wynika z analizy "Rzeczpospolitej", opartej o zestawienia publikowane od czterech lat przez Uniwersytet Yale – co prawda od początku wojny Rosji z Ukrainą wycofało się z niej ponad 1000 firm, to jednak więcej niż drugie 1000 nadal robi tam interesy. I to pomimo zapewne już grubych dziesiątków, a może i setek pakietów sankcji ogłaszanych niemal ustawicznie a to przez pojedyncze państwa, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, a to przez organizacje państw, na czele z Unią Europejską.
Co to nam mówi i o czym to nam mówi? I co mówi nam o nas samych – Polakach, i o Polsce?
Nie dziwi przy tym, że aż 20 proc. firm na liście tej – liście przedsiębiorstw zagranicznych robiących dziś interesy w Rosji – stanowią firmy z Chin, bo – po pierwsze – Chiny są państwem wielkim, z ogromną gospodarką, a po drugie – od samiutkiego początku tej wojny zachowują (jako lider BRICS) w jej kwestii daleko posuniętą neutralność.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
