Wojciech Pokora jako gosposia rozśmieszał w komedii „Poszukiwany, poszukiwana”, Dustin Hoffman uwodził w „Tootsie” jako aktor, który przyjmuje kobiecą rolę, by zdobyć pracę. Komedie z zamianą ról męskich na żeńskie (i odwrotnie) od czasów Szekspira były niezawodnym sposobem na sukces. Miały nieodpartą siłę rozśmieszania. On czy ona, zabawa trwa, a na końcu wszystko wraca do odwiecznego porządku: mężczyzna jest mężczyzną, kobieta kobietą. Rewolucji nie ma.
Dzisiaj teren stał się grząski. Żarty z płci stały się podejrzane i niebezpieczne. Hunwejbini progresizmu czuwają – dla nich płeć to nie fakt biologiczny, tylko to, co czujesz. Ideologia gender pomieszała szyki: wtrąciły się uniwersytety, nakazano zmieniać słownictwo, wprowadzono nowe rubryki w formularzach i toalety dla tych, którzy utożsamiają się z zaimkiem Ono. Zaczęła się fala tranzycji zagubionych nastolatków, którzy uznali, że wszystkie ich problemy biorą się z tego, że źle się czują w swoim ciele.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
