Wielki ból chiński

Wielki ból chiński

Dodano: 
Chiny, zdjęcie ilustracyjne
Chiny, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pexels / Domena publiczna
Katastrofalna demografia to największa bolączka dzisiejszych Chin – podkreśla w rozmowie z Piotrem Włoczykiem doktor Yi Fuxian, badacz chińskiej demografii.

PIOTR WŁOCZYK: Jak wszyscy świetnie wiedzą, Chiny liczą 1,41 mld obywateli.

DR YI FUXIAN: To nieprawda. Chiny mają ok. 1,28 mld ludności. Wiele danych wskazuje na to, że oficjalne 1,41 mld to nieprawdziwa liczba, m.in. informacje, które ujawnione zostały w 2022 r. w wielkim wycieku danych z szanghajskiej policji. Niewykluczone nawet, że rzeczywista liczba ludności jest mniejsza niż moje własne szacunki mówiące o 1,28 mld. Katastrofalna demografia to największa bolączka dzisiejszych Chin.

W takim razie co się stało z ponad 130 mln ludzi? To przecież więcej niż populacja Japonii!

Nic, ci ludzie nigdy nie istnieli. Najpóźniej w 1991 r., gdy wskaźnik dzietności spadł poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, chińskie władze powinny były odejść od polityki jednego dziecka. Od tego czasu dane ludnościowe były manipulowane, ponieważ urzędnicy zajmujący się kontrolą populacji, a także demografowie musieli malować obraz „gwałtownie rosnącej populacji”, by usprawiedliwić drakońską politykę ograniczania urodzeń. Musieli oni przekonywać wszystkich dokoła, że sytuacja jest o wiele „gorsza”, niż była w rzeczywistości, by realizować politykę jednego dziecka. Te manipulacje miały jednak swoje dalsze konsekwencje. Ponieważ w spisie powszechnym w 2000 r. stwierdzono mniejszą liczbę ludności niż oczekiwano, rozpoczęto specjalną operację „poszukiwania” dziesiątek milionów „zaginionych”, która zakończyła się wynikiem 1,24 mld. Liczbę tę następnie powiększono – czysto matematycznie – do oczekiwanych 1,27 mld. Chiny są bardzo scentralizowane i liczba ludności jest niezwykle ważna dla lokalnych władz. Jeżeli odpowiednio „napompuje się” dane, to można uzyskać z Pekinu więcej pieniędzy, np. na edukację czy służbę zdrowia. I tak to się napędza.

Artykuł został opublikowany w 14/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Rozmawiał: Piotr Włoczyk
Czytaj także