Uchodźcy czy zdrajcy?
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

Uchodźcy czy zdrajcy?

Dodano: 
Flagi Polski i Ukrainy, zdjęcie ilustracyjne
Flagi Polski i Ukrainy, zdjęcie ilustracyjne Źródło:PAP / Radek Pietruszka
Próba przymusowej mobilizacji Ukraińców, którzy uciekli z kraju, to rozpaczliwy ruch Kijowa, który raczej pogłębi podziały społeczne, niż wzmocni szeregi armii. Ekipa Zełenskiego próbuje odwrócić uwagę od własnych niepowodzeń i skierować gniew na „uchylantów”.

Jak wiadomo, w połowie kwietnia Kijów zaprzestał świadczenia mężczyznom w wieku poborowym usług konsularnych za granicą. Następnie ta praktyka została usankcjonowana prawnie w zapisach nowej ustawy mobilizacyjnej.

W rezultacie, żeby wyrobić sobie nowy paszport, Ukraińcy płci męskiej między 18. a 60. rokiem życia będą musieli wrócić do kraju. A wtedy automatycznie zostaną zmobilizowani. To nowy, dość restrykcyjny i kontrowersyjny pomysł ukraińskich władz na uzupełnienie topniejących szeregów sił zbrojnych. Raczej mało skuteczny. Ukraiński paszport zagraniczny wydawany jest na 10 lat. Nowe prawo może teoretycznie odnieść natychmiastowy skutek wyłącznie w przypadku tych emigrantów (czy też uchodźców), którym ważność dokumentu kończy się w tym roku. Załóżmy, że ktoś nielegalnie wyjechał z kraju po 24 lutego 2022 r., żeby uniknąć pójścia w kamasze, jego paszport zaś będzie ważny jeszcze przez kilka lat. Taki ktoś albo wróci na Ukrainę za te kilka lat (kiedy już być może mobilizacja nikomu i tak nie będzie potrzebna), albo upływający czas spożytkuje np. na zdobycie obywatelstwa kraju, do którego uciekł. Poza tym, nawet jeśli komuś kończy się ważność, może próbować wyrobić sobie tzw. szary paszport, czyli tymczasowy dokument, wydawany przez niektóre kraje europejskie cudzoziemcom nieposiadającym ważnego paszportu kraju, którego są obywatelami. Ta możliwość dotyczy generalnie bezpaństwowców. Korzystają z niej jednak również ukraińscy uchodźcy, którzy obywatelami Ukrainy są, ale skończyła się ważność ich dokumentów.

Trudno zatem oczekiwać, że efektem restrykcji będzie masowy napływ poborowych z zagranicy. Celem Kijowa najpewniej było więc przede wszystkim znalezienie kozła ofiarnego w postaci zagranicznych „uchylantów” [tak na Ukrainie nazywa się tych, którzy uchylają się od służby wojskowej – przyp. red.]. Ekipa Zełenskiego zawsze na ich niechęć do walki będzie mogła zrzucić winę za niepowodzenia na froncie. I skierować przeciwko nim gniew ludu rozczarowanego działaniami władz. Według badań 60 proc. Ukraińców popiera restrykcje wobec uchylantów za granicą. To psychologicznie zrozumiałe. Frustracja związana z wojną sprawia, że obywatelom, którzy zostali w kraju, łatwo jest nienawidzić tych, którzy „uciekli”. Jednak liczne są też głosy krytyki pod adresem władzy. I to nie tylko ze strony mieszkających za granicą Ukraińców, lecz także ze strony wielu ukraińskich komentatorów, którzy biorą ich w obronę.

Artykuł został opublikowany w 20/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także