Lekarz ścigany za leczenie. Rozmowa Karwelisa z dr. Bodnarem

Lekarz ścigany za leczenie. Rozmowa Karwelisa z dr. Bodnarem

Dodano: 27
Doktor Włodzimierz Bodnar
Doktor Włodzimierz Bodnar / Źródło: YouTube / Nam Zależy
Dziennik zarazy I Wpis 625 II Dziś wywiad z doktorem Bodnarem, który od początku pandemii leczył ludzi na kowida.

Czynił to za pomocą amantadyny, którą leczy od 30 lat. Stał się obiektem ostrych ataków ze strony instytucji medycznych (Izba Lekarska, Rzecznik Praw Pacjenta), za odstępstwo od pandemicznej reguły kowidowej – nie leczymy koronawirusa, walczymy tylko z jego rozprzestrzenianiem się (lockdowny, kwarantanny, szczepionki). W związku z tym i lekarz, i amantadyna popadły już nie w niełaskę, ale pod śledztwo, które miało dowieść, że lekarz, który spełnia swoją powinność (leczenie) działa na szkodę pacjentów, zaś lekarstwo, które istnieje na rynku od ponad 30 lat i okazało się, że ma zbawienny wpływ na leczenie koronawirusa – stało się nagle pólegalne i niedostępne, a według niektórych „ekspertów” (nagle) szkodliwe. Dziś wywiad z Panem Doktorem, bo minął od naszej ostatniej rozmowy prawie rok i wiele zaszło. Nie w kwestii udostępnienia i zalecenia terapii amantadyną, ale w eliminacji jej (i doktora) z dostępu do publicznej ochrony zdrowia.

Panie doktorze, słyszałem, że coraz bardziej się na Pana uwzięli w ściganiu…

Interesuje się nami wiele osób i instytucji, łącznie z firmami farmaceutycznymi. My się nie boimy i jak mówiłem w trakcie poprzedniej rozmowy – robimy swoje, czyli leczymy ludzi. Niepokojące jest to, że można zaobserwować iż wielu ludzi jest zamykanych na kwarantannach, zamiast być leczonych. I mając swoje choroby, lądują finalnie w szpitalu w ciężkich stanach. I tam też się nie leczy wirusa tylko się leczy objawowo. I tu jest już loteria, bo albo takiemu pacjentowi układ opornościowy zadziała – to przeżyje, a jak nie zadziała – to umiera. Nie o to chodzi w leczeniu. Codziennie umiera w ten sposób 300 i więcej osób, a można byłoby tego uniknąć lecząc je.

I pan się wziął za próby leczenia kowida? Jak lekarz.

Tak. No, ale popatrzmy co świat na to: ktoś kogoś gdzieś tam, powiedzmy w Przemyślu, leczy na kowida. Nie wiadomo – wiara, niewiara, cuda… No to wysyłamy dwóch profesorów z rządu, jedziemy do tego Bodnara, najwyżej go zamkniemy. Ale będziemy wiedzieć. Tak, czy nie? I to rozumiem, to jest podejście konkretne, rzeczowe, bo przecież wszyscy chcą leczyć kowida. A tu nic takiego się nie dzieje. Tylko represje i czarny PR.

Jak wyglądają takie dokuczania?

No np. Izba lekarska zażądała całej dokumentacji wszystkich, czyli około 5 tysięcy pacjentów leczonych w naszej przychodni na koronawirusa. Wysyłaliśmy im to w partiach, bo to sporo pracy. To do nas napisali, że już tego nie chcą i żeby im dać dokumentację konkretnych czterech osób. Coś szykują albo improwizują, bo nic nie znaleźli. Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie przeciw mnie na podstawie medialnych donosów przebranych za artykuły. Nie ma żadnego zgłoszenia od pacjentów, w imieniu których ma przecież występować.

Jaki jest zarzut?

Ano taki, że przekroczyłem swoje uprawnienia.

Lecząc ludzi? Kiedy inni nie leczyli? A może to chodziło o stosowanie niedozwolonych terapii, że ta amantadyna się nie nadaje i nie wolno nią leczyć?

No nie bardzo. Po wielu utarczkach w zeszłym roku 20 grudnia 2020 minister Miłkowski zakomunikował, że – z wyjątkiem rzadkich przeciwskazań – lekarze mogą zapisywać amantadynę jako lekarstwo na koronawirusa. Ale RPP nie podlega ministerstwu, a te dopuściło amantadynę do terapii kowidowej. Jest to conajmniej dziwne.

Kiedy prawie rok temu rozmawiałem z Panem to właśnie rozpoczynały się badania nad skutecznością amantadyny w leczeniu kowida. Jakie są losy tych badań?

Utknęły. Profesor Horban stwierdził, ze to ja sam powinienem je przeprowadzić, co jest niezgodne z prawem. Po drugie klinika profesora Barczyka, która prowadzi ten projekt miała potężne i długotrwałe kłopoty z zarejestrowaniem badań. Do tego doszły kłopoty z rekrutacją chorych do badań. Ja co prawda jestem członkiem jednego z takich komitetów naukowych, ale nie mam wpływu na badania kliniczne.

To normalne?

Nie, te procedury trwają dziwnie długo.

Jak się zorientowałem, że badania stoją, to kilka dni później okazało się, że Pfizer, który od marca 2021 roku zaczął prace nad lekarstwem na kowida, właśnie je ukończył, rejestruje nie badania tylko już lek i ustawia się do niego kolejka państw. No i jak to jest – mamy amantadynę, która jest na rynku od 30 lat, według Pana i kilku tysięcy pacjentów działa, a nie można jej od roku przetestować na skuteczność a Pfizer w 7 miesięcy ma lek, o którym nic nie wiadomo oprócz tego, że jest drogi?

No, może Pan sobie popatrzeć jak wyglądają takie procedury na podstawie Remdisiviru, stosowanego w terapii kowidowej, jak tam wyglądała rejestracja, dopuszczenie i co się działo z ekspertyzami. Jak zlekceważono inne badania, mówiące o co najmniej zerowej skuteczności leku.

Zdaje się, że WHO zakwestionowało skuteczność tego leku w terapii kowidowej, a jest używany jako jeden z nielicznych w szpitalach?

No i co z tego? Co z tego, że dowiedziono badaniami tego leku w związku z afrykańską ebolą, że ma on ma wręcz toksyczne oddziaływanie? I tak został zakwalifikowany do terapii na kowida…

No, to wygląda na to, że nowe lekarstwo na koronawirusa firmy Pfizer, czy firmy Merck Molnupiravir ma podobne cechy jak Remsidivir – nie wiadomo czy leczy, ale jest… drogi.

Co do struktury lekarstwa to jest ona nukleotydowa i jego struktura jest zbliżona do Remdisiviru. Jest tam też działanie enzymatyczne i jest takie ryzyko, że wirus może ominąć drogę enzymatyczną działania leku.

Czyli co to za lek?

To jest lek od dawna znany, zarejestrowany na grypę.

Czyli amantadyna jest w użyciu od dawna i nie można doczekać się badań, które by potwierdzały jej skuteczność na kowida, a to nowe lekarstwo jest też stare, na grypę, tylko rozszerza się zakres jego działania o kowida i robi się to bardzo szybko? Widzę tylko jedną różnicę: cenę…

Nie komentuję.

Czy obecnie można przepisywać chorym amantadynę?

Wedle wspomnianej rekomendacji ministra – może przepisać ją każdy lekarz. Jest też w aptekach. Ale jak się prześladuje takiego Bodnara, za to że leczył, to lekarze raczej nie chcą mieć kłopotów i jej nie zapisują. Wszystko w rękach (przestraszonego) lekarza. Ja ją zapisuję od 30 lat. Uważam, że osobiście przebadałem na kowid około sześciu tysięcy pacjentów i że trudno będzie na świecie znaleźć drugiego takiego. Sam też chorowałem i wiem o tej chorobie wiele. I leczę. Powtarzam z naszej ostatniej rozmowy – robię swoje.

Dziękuję za rozmowę

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na blogu „Dziennik zarazy”.

Czytaj też:
Karwelis: To jak, kurde, w końcu jest?
Czytaj też:
Austria – Wind of change, czyli spacyfikowany podmuch?

Źródło: dziennikzarazy.pl
 27
Czytaj także