ZdrowiePacjenci zakładnikami przepisów

Pacjenci zakładnikami przepisów

Nowotwór prostaty
Nowotwór prostaty / Źródło: Fotolia
Dodano 1
Chorzy w Polsce często nawet kilka lat czekają na dostęp do nowoczesnych leków. Po raz pierwszy chyba jednak doszło do dziwnej sytuacji, kiedy to Ministerstwo Zdrowia chce refundować lek, a nie zgadza się… konkurencyjny producent

Sprawa jest bardzo poważna, bo dotyczy raka prostaty, który jest drugim pod względem częstotliwości występowania nowotworem u mężczyzn. Co roku w Polsce odnotowuje się ok. 16 tys. nowych przypadków zachorowania na raka prostaty, a ok. 5 tys. mężczyzn z tego powodu umiera. To, że tak wielu przegrywa walkę, jest po pierwsze spowodowane późnym rozpoznaniem: panowie za rzadko chodzą do lekarza i za rzadko się badają, a faktem jest, że przez wiele lat rak prostaty rozwija się, nie dając żadnych objawów. Po drugie nie mają możliwości leczenia nowoczesnymi lekami, które w większości krajów, a szczególnie w UE, są już standardem.

– Jeśli rak prostaty jest rozpoznany wcześnie i nie ma przerzutów, to wystarcza leczenie miejscowe: usunięcie gruczołu krokowego lub alternatywnie radioterapia u pacjentów, u których nie można przeprowadzić operacji. Jeżeli wystąpiły przerzuty, to stosuje się leki hormonalne, które obniżają stężenie androgenów w surowicy krwi. Po pewnym czasie jednak rak staje się oporny na leczenie hormonalne (w nomenklaturze medycznej mówi się: rak gruczołu krokowego oporny na kastrację) – tłumaczy prof. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Urologii UJ.

PRZEŁAMAĆ OPORNOŚĆ

Gdy leki hormonalne przestają działać i pojawiają się kolejne przerzuty nowotworu, jedynym wyjściem są kolejne linie leczenia. Zwykle jednak po pewnym czasie choroba przełamuje działanie leków i dochodzi do kolejnego nawrotu. Przełomem w leczeniu zaawansowanego raka prostaty z przerzutami stały się tzw. leki hormonalne nowej generacji. Działają one inaczej niż starsze leki i w wielu przypadkach hamują postęp choroby lub nawet ją cofają. W Polsce od 2014 r. jest dostępny jeden z nich – octan abirateronu – w ramach tzw. Programu lekowego „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami”.

Nie każdy chory na przerzutowego raka prostaty reaguje jednak na leczenie tym lekiem. W przypadku części osób, którym początkowo pomagał, po pewnym czasie przestaje działać: dochodzi do wznowy procesu nowotworowego. Dlatego im większy wachlarz dostępnych leków, tym lepiej. Od trzech lat lekarze i pacjenci starają się o możliwość stosowania kolejnego leku hormonalnego nowej generacji: enzalutamidu. – Ma podobną skuteczność jak octan abirateronu, nieco odmienny profil toksyczności. Te leki nawzajem się uzupełniają, jeśli jeden z nich przestanie działać, to można próbować zastosować drugi, a tym samym wydłużać życie – mówi dr med. Wojciech Rogowski, onkolog ze Szpitala Onkologicznego Magodent.

Paweł z Gdańska (66 lat, prosi o nieujawnianie nazwiska) z nowotworem prostaty zmaga się już od 15 lat. Po 11 latach od rozpoznania choroby pojawiły się przerzuty do kości. Chemioterapia okazała się nieskuteczna. Od 2014 r. przyjmował octan abirateronu, jednak po dwóch latach choroba powróciła. Kolejna chemioterapia nie powstrzymała rozwoju choroby. Od czerwca bierze enzalutamid, który jest dla niego lekiem ostatniej szansy. Sam musi za niego płacić. – Mój zakład pracy stanął na wysokości zadania i otrzymałem bezzwrotną pożyczkę na zakup jednego opakowania leku. Teraz jestem jednak u progu możliwości finansowych. Nie wiem, jak podołam dalszym wydatkom, a nie wyobrażam sobie, że mógłbym przerwać leczenie, które mi pomaga – mówi.

Mimo tak zaawansowanej choroby czuje się świetnie. – Chodzę na spacery brzegiem morza, jeżdżę na rowerze, pływam kajakiem – wylicza. Pracuje też zawodowo. – Gdybym był na emeryturze, nie mógłbym kupić nawet tych kilku opakowań leku, które już zastosowałem. Cztery pastylki, które biorę dziennie, to przecież 280 zł – dodaje.

BITWA O LEK

Agencja Oceny Technologii Medycznych pozytywnie zarekomendowała objęcie refundacją enzalutamidu w ramach programu lekowego „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami”. Pozytywną decyzję wydał też minister zdrowia. Pacjenci spodziewali się, że zobaczą nowy lek na wrześniowej liście leków refundowanych. Tak się nie stało: nie zgodził się na to producent leku, który już się znajduje w tym właśnie programie. „Podmiot odpowiedzialny posiadający pozwolenie na dopuszczenie do obrotu leku nie wyraził zgody na zaproponowany przez Ministerstwo Zdrowia kształt programu lekowego” – tłumaczy wiceminister Marcin Czech w odpowiedzi na zapytanie w tej sprawie posła Władysława Kosiniaka- Kamysza.

Producent działa zgodnie z prawem: jeśli program lekowy, w którym znajduje się lek X, ma być rozszerzany o lek Y, to musi się na to zgodzić firma produkująca lek X. Do tej pory nie było jednak precedensu, by producent nie wyraził zgody na rozszerzenie programu. Pacjenci nie kryją oburzenia. – Na początku myślałem, że źle rozumiałem, iż firma farmaceutyczna, która już ma lek w programie, nie zgadza się na wejście innych, nowszych, skutecznych leków! Jak to możliwe, że szansę na leczenie blokuje nam koncern farmaceutyczny, którego działania powinny mieć na celu głównie dobro pacjentów?! – oburza się Bogusław Olawski, przewodniczący sekcji prostaty stowarzyszenia UroConti.

Producent wysłał do Ministerstwa Zdrowia wiele zastrzeżeń i pytań o rozszerzany program. Muszą na nie odpowiedzieć eksperci, a na to trzeba czasu. Dlatego nie wiadomo, czy uda się wypracować kompromis i czy lek znajdzie się na listopadowej, kolejnej liście refundacyjnej.

Zapytany przez „Do Rzeczy” przedstawiciel producenta odpowiedział, że firma „ma przede wszystkim na uwadze wypracowanie rozwiązania umożliwiającego dostęp do opcji terapeutycznych, które przyniosą pacjentom największe korzyści poprzez zapewnienie leczenia raka prostaty na wcześniejszych jego etapach, a nie tylko poprzez wprowadzanie innych leków w tej samej linii leczenia”.

– Proponuję, żeby ministerstwo zorganizowało spotkanie, na które zaprosi przedstawicieli obu firm farmaceutycznych oraz nas, pacjentów. Wierzę, że uda się wynegocjować dobre rozwiązanie. Pacjenci czekają na leki, które skutecznie działają. Dla wielu z nas liczy się każdy miesiąc. To dla nas walka o życie – podkreśla Olawski.

Zdaniem ekspertów oba leki powinny być dostępne. – U wielu chorych, manipulując tymi dwoma lekami, jesteśmy w stanie tak przedłużyć życie, że nowotwór prostaty stanie się chorobą przewlekłą – przekonuje prof. Chłosta.

LEPIEJ WCZEŚNIEJ

Wprowadzenie drugiego leku do programu jest koniecznością i im szybciej to się stanie, tym lepiej dla pacjentów. Jeśli jednak polscy chorzy na raka prostaty mają żyć tak samo długo jak pacjenci z innych krajów UE, to trzeba zmienić znacznie więcej.

Eksperci zaznaczają, że leki hormonalne nowej generacji należałoby stosować już wcześniej, przed chemioterapią, zaraz po tym, jak nowotwór staje się oporny na leczenie. – Takie postępowanie opóźnia wystąpienie przerzutów nowotworowych, a przy tym pozwala na dobre funkcjonowanie pacjenta, który może normalnie żyć. Dzięki wcześniejszemu zastosowaniu tych leków można opóźnić agresywne sposoby leczenia nawet o 60 miesięcy – dodaje prof. Chłosta.

Jego zdaniem nowe leki powinni móc ordynować pacjentom nie tylko onkolodzy (tak jak jest teraz), lecz także urolodzy. Dzięki temu można by je było szybciej wdrożyć. A im leczenie podejmie się wcześniej, tym większe szanse na dłuższe życie pacjenta.

– Każdy dzień życia jest ważny, niezależnie od tego, czy chory ma 40 czy 80 lat. Człowiek w każdym wieku jest istotny. Jako polski urolog nie chciałbym, by mój polski pacjent miał gorszy dostęp do leczenia niż pacjent w innym kraju – przekonuje prof. Chłosta.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 40/2017
Artykuł został opublikowany w 40/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mga
 1
  • yhujtg IP
    Czekamy na repolonizację rozgrabionego polskiego przemysłu farmaceutycznego. Pilne.
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także