To efekt kontroli przeprowadzonej po sprawie pacjentki, która po zdiagnozowaniu poważnej wady płodu, nie uzyskała w placówce zgody na przerwanie ciąży.
Kara za nieudzielenie aborcji i nie tylko
Chodzi o historię pani Anity, pacjentki oddziału ginekologii i patologii ciąży, opisaną w ubiegłym roku przez "Gazetę Wyborczą". U kobiety stwierdzono poważne wady płodu. Jak relacjonowała, gdy zdecydowała się na aborcję i poprosiła o wsparcie psychologiczne, została skierowana na oddział psychiatryczny. Spędziła tam trzy dni w izolatce.
Kontrola NFZ wykazała również kilka nieprawidłowości w realizacji świadczeń przez szpital. Jedną z nich było niewywiązanie się z warunków umowy o udzielanie świadczeń zdrowotnych, w tym nieudzielenie świadczenia w postaci aborcji. Fundusz zarzucił również placówce naruszenie prawa pacjentki do informacji. Według kontrolerów pacjentka nie została w wystarczającym stopniu poinformowana o możliwych scenariuszach przebiegu choroby, rokowaniu oraz dostępnych metodach diagnostycznych i leczenia. Zastrzeżenia dotyczyły także sposobu przeprowadzenia konsylium lekarskiego oraz uzależnienia wykonania świadczenia od przedstawienia zaświadczenia od lekarzy psychiatrów.
W wyniku kontroli NFZ ocenił realizację świadczeń przez placówkę negatywnie i nałożył karę umowną w wysokości 208 928,73 zł. Część ustaleń kontroli – jak podkreśla Fundusz – objęta jest tajemnicą.
Szpital może się odwołać
Szpital ma 14 dni na odwołanie się od decyzji. Dyrektor placówki Monika Domarecka potwierdziła, że wyniki kontroli zostały już przekazane i są obecnie analizowane. – Na tym etapie nie przesądzamy jeszcze w zakresie ewentualnego odwołania – przekazała w odpowiedzi na pytania mediów.
Jak przypomina "Gazeta Wyborcza", NFZ w przeszłości nakładał już kary na szpitale za odmowę wykonania legalnej aborcji m.in. w Lubartowie czy Pabianicach. Wynosiły one od około 100 tys. do nawet 600 tys. zł, choć placówki często się odwoływały, a wysokość kar bywała później obniżana. Kontrola w łódzkim szpitalu została wszczęta po publikacji artykułu opisującego historię pani Anity. Dzień po jego ukazaniu się ówczesna minister zdrowia Izabela Leszczyna zleciła przeprowadzenie kontroli w placówce.
Ostatecznie pacjentka przeprowadziła aborcję w innej placówce.
Czytaj też:
Apel obrońców życia do Nowackiej. Upominają się o prawa rodzicówCzytaj też:
Aborcja tylko dla Polek. Niemcy nie chcieli, aby rodzili się Polacy
