Wczorajsze głosowanie w Izbie Reprezentantów poprzedziła burzliwa dyskusja. Otwierająca posiedzenie Nancy Pelosi podkreśliła, że zbliżające się wydarzenia będą miały długotrwałe konsekwencje dla Waszyngtonu i nie tylko. – Gromadzimy się dziś pod kopułą tej świątyni demokracji, aby skorzystać z jednego z najpoważniejszych narzędzi, którymi dysponuje ta izba: impeachmentu prezydenta Stanów Zjednoczonych – mówiła. Jak podkreśliła, zaniechanie tych działań będzie oznaczało zaniedbanie obowiązków. Wskazała, iż tragiczne jest to, że lekkomyślne działania prezydenta USA prowadzą do takiej konieczności. – Nie dał nam wyboru – dodała.
W Izbie Reprezentantów ujawniła wczoraj artykuły impechmentu, a więc zarzuty wobec amerykańskiego przywódcy. Pierwszy dotyczy naduzycia władzy. Chodzi tu o rozmowę telefoniczną z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim podczas której Donald Trump miał uzależnić pomoc dla Ukrainy w wysokości 400 mln dolarów od włączenia się prokuratury tego kraju w śledztwo przeciwko synowi Joe Bidena, Hunterowi. Drugi dotyczył utrudniania postępowania prowadzonego przez Kongres.
Za przyjęciem pierwszego artykułu opowiedziało się 230 kongresmenów. Drugi 229. Do ich przyjęcia wymagana była zwykła większość w liczącej 435 osób Izbie.
O dalszych losach postawionego w stan oskarżenia prezydenta Stanów Zjednoczonych zdecyduje teraz Senat, w którym większość mają Republikanie. Decyzja ta zostanie podjęta prawdopodobnie w styczniu. Do usunięcia Trumpa z urzędu konieczne jest 67 głosów w liczącej 100 osób izbie. Oznacza to, że scenariusz w którym amerykański prezydent traci swoją funkcję jest mało prawdopodobny.
Czytaj też:
Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję dot. impechmentu Trumpa. "To największe polowanie na czarownice w historii Ameryki"Czytaj też:
"Świat się śmieje". Joe Biden uderza w Trumpa nagraniem z Agatą Dudą
