Żargon III RP cz. 1

Żargon III RP cz. 1

Dodano
Oficjalny język propagandowy nasycony jest formułami, które maja narzucić nam gotowe interpretacje rzeczywistości

Każda epoka, grupa społeczna czy choćby środowisko posiada pozwalające zidentyfikować je wyróżniki językowe. Ich analiza wskazuje na wspólne fundamenty myślowe, dominujące idee czy systemy wartości.

Nadmierne stężenie owych wyróżników przekształca język w żargon i sygnalizuje niepokojące zjawisko zamykania się danej grupy również w sensie intelektualnym. Język zaczyna blokować myślenie, namysł zastępując gotowymi formułkami.

W minionym stuleciu mieliśmy do czynienia z dwoma systemami totalitarnymi, które wykształciły analogiczne, charakterystyczne dla siebie, ideologiczno-propagandowe żargony. Jeśli przyjrzymy się dominującemu w III RP językowi oficjalnemu, to odkryjemy i tu nasycenie propagandowymi formułami, które narzucić mają gotowe interpretacje rzeczywistości. Oto pierwsza garść uwag na ten temat.

„Grzebanie w życiorysach” – to frazes, który ma zohydzić dochodzenie prawdy na temat osób funkcjonujących w życiu publicznym. Odwołujące się do zwierzęcych skojarzeń słowo „grzebanie” sygnalizuje, że mamy do czynienia z działaniem brzydkim i niewłaściwym. Próba zdobycia wiedzy o osobie publicznej ma być więc zachowaniem paskudnym oraz nieprzyzwoitym.

Elementarny namysł sygnalizuje, że wiedzę o człowieku czerpać możemy prawie wyłącznie z jego życiorysu, na podstawie którego potrafimy dokonać jego oceny. Ponieważ jednak życiorysy większości luminarzy III RP nie wyglądają budująco, trzeba zniechęcić ewentualnych krytyków do ich analizy. Należy skompromitować

taką czynność, naznaczyć jako niewłaściwą i rzucającą cień na tego, kto się jej podejmuje.

Działania takie powodują, że niewiele wiemy o ludziach, o których wiedzieć powinniśmy jak najwięcej.

Podobną funkcję pełnić ma formuła: „lustrowanie życiorysu”. Lustracja stała się jednym z tabu III RP, z czego można się domyślać, iż sporo jej bohaterów ma na sumieniu paskudny epizod współpracy z komunistyczną policją. Po to jednak, aby tabu rzeczywiście działało, należy uczynić samą czynność lustrowania czymś niegodnym i paskudnym.

Adam Michnik i jego uczniowie przenoszą pojęcie lustracji na odległe epoki oraz zachowania niemające z nią żadnego związku, by u odbiorcy wyrobić odruch warunkowy (w tym wypadku wymiotny) na słowo „lustracja”. Wydawałoby się, że pojęcie lustracji pochodzące od łacińskiego „lustrare” (oczyszczać) oznacza działanie pozytywne. Nic bardziej błędnego, dla III RP oczyszczenie to zagrożenie największe.

Natomiast krytyka III RP to: „narzekanie”, „marudzenie”, „skarżenie się” itp. Sugerują,

że nie chodzi o namysł nad bolączkami rzeczywistości, lecz o osobiste urazy i niespełnienia. Innymi słowy – krytycy III RP nie tyle wskazują na jej ułomności, ile skarżą się na swoje niepowodzenia. Wynika z tego, że pełnowartościowy obywatel do krytyki III RP nigdy by się nie posunął, gdyż czynność taka może być jedynie objawem frustracji i nieudacznictwa. Dalszy wniosek z tego typu zabiegu językowego każe domniemywać, że obecne państwo polskie to spełnienie ideału, w którym każdy ma to, na co zasłużył.

Czytaj także

 0

Czytaj także