Tajne przez poufne

Tajne przez poufne

Dodano: 
Strzykawki, zdjęcie ilustracyjne
Strzykawki, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Jerzy Karwelis II DZIENNIK ZARAZY II Wpis nr 644 II Trafiłem niedawno na pewien trop tłumaczący zdaje się niewytłumaczalne. Chodzi o to, że wiele nielogiczności i szaleństw władz można nie tyle tłumaczyć łapówkami wziętymi wprost od Big Farmy, ale raczej umowami, które władze podpisały z producentami szczepionek.

Mechanizm miał wyglądać tak: po światowej panice koronawirusowej nakręconej przez media (ze spora pomocą samych zainteresowanych firm farmaceutycznych – inwestycja taka) rządy stanęły pod ścianą, gdy ogłoszono cud wynalezienia szczepionki na wirusa, o którym zresztą do dziś niewiele wiemy. No, nie mogły nie kupić. Zwłaszcza, że przecież inne kraje kupiły i jak to, my mamy nie mieć? Czyli Big Farma wystąpiła jako monopolista, w dodatku wobec klienta, który tego nie mógł nie kupić. Stąd już niedaleko do poniżających warunków umownych, które w tej sytuacji można kształtować dowolnie. Mokry sen monopolisty.

I teraz ma być taka sytuacja, że przymuszone tym mechanizmem rządy naobiecywały tam w tych umowach Bóg wie co, byleby tylko nie być oskarżonym przez spanikowane społeczeństwo i szczujące media o to, że władza nie dba o zdrowie publiczne. Wystarczyło tylko, że umowy takie zawierałyby, a zawierają, mocne klauzule poufności i już rządy świeciłyby za Big Farmę oczyma, nie mogąc w dodatku powiedzieć, że te ich czasami szaleństwa i chaotyczne ruchy wynikają z zapisów, których treści zdradzić nie mogą. Pisałem, że Bóg wie, co tam jest, ale Bóg powoli zaczyna uchylać tzw. rąbka.

Ja już o tym pisałem, kiedy fragmenty umów z Pfizerem wyciekły z rządu Albanii. Były tam rzeczy niepokojące, nie wszystko dało się ujawnić, ale z biegiem czasu nasz „rąbek” się uchylał. Otóż 19 października 2021 roku organizacja Public Citizen dotarła do umów z Albanii, Brazylii, Kolumbii, Dominikany, Peru czy Komisji Europejskiej. Jak widać „puściły farbę” kraje biedniejsze, ale wśród nich jak tarantula na torcie wybija się Unia. Do tego nasi tropiciele dotarli do fragmentów umów Chile, USA i Wielkiej Brytanii. Co się rysuje? Jak pisała o tym „Krytyka Polityczna” (tak, czytuję, dla kowida trzeba się poświęcać): „Pfizer nic nie musi, państwo nic nie może”. Najpierw więc zobaczmy co tam jest na pewno:

Producentowi nie można naliczyć kar za opóźnienie, jak się opóźni, to zaproponuje nowy harmonogram dostaw. Arbitraż w razie sporów – trzyosobowy tajny panel w Nowym Jorku. W razie zasądzonych kar w stosunku do kupującego można się zabezpieczyć na majątku państwa-dłużnika. Tak naprawdę podpisanie umowy inicjuje państwo, zwracając się do Pfizera o zgodę na sprzedaż. Państwo kupujące zobowiązuje się, że nie może darować, dystrybuować, eksportować i wywozić poza swoje granice ani jednej szczepionki bez zgody dostawcy. Gdyby ktoś miał roszczenia do producentów z obszaru ochrony własności intelektualnej, zobowiązania te bierze na siebie dane państwo.

To tylko porównanie pozycji. Mówi się, bo nie wszystko odtajniono, że producenci zagwarantowali tam sobie inne, miękkie rzeczy, mające wpływ na zbyt szczepionki za pieniądze kupującego. (Następne mokre marzenie monopolisty). Rządy miałyby się zobowiązać dodatkowo do promowania szczepień w różnych mediach i kanałach oraz do… eliminowania z rynku farmaceutycznego medykamentów mogących leczyć koronawirusa. Oba te argumenty, że tam w tych umowach to jest, przemawiają do mnie na zasadzie Herbertowskiej konstatacji, że „potwora widać po jego ofiarach”. No, bo jak wytłumaczyć te nachalne i coraz bardziej karkołomne kampanie szczepienne od „ostatniej prostej” do ronda kolejnych dawek? Jak wytłumaczyć inaczej tropienie i ubijanie w zarodku wszelkich prób leczenia kowida, prześladowania lekarzy to czyniących, tak jak to ma miejsce na przykład w przypadku amantadyny?

Wszystko to wskazuje na ochronę interesów monopolistów i to kosztem nie tylko pieniędzy publicznych, ale i zdrowia publicznego. I to w biały dzień. Mało tego, ostatnio Pfizer odebrał honorową nagrodę od szefowej Komisji Europejskiej. No, jest za co dziękować, ale w biznesie – przynajmniej tym minimalnie etycznym – wtedy, gdy ten kto kupił (zwłaszcza za publiczne środki, zwłaszcza 1,8 miliarda sztuk poniewiadomojakiej cenie, bo to przecież poufne) nagradza tego, który mu sprzedał, to mi się w kieszeni od razu rusza gwizdek sygnalisty. Ale w kowidzie wszystko ujdzie, nie takie numery już świat widział. Dlaczego więc nie nagrodzić monopolisty, który (wierzę, albo i nie, że za darmo) przeczołgał światowe rządy pompując z nich kasę z medialnym pistoletem paniki przy skroni?

Gdyby to wszystko było ok, to czemu się bać jawności umów? Co tam jest takiego, co może zaszkodzić firmom? Konkurencja podpatrzy? Co? Przecież tam nie ma nic o tym, co wszczepiamy, tylko na jakich warunkach. I jaka konkurencja? Przecież Big Farma w sprawie szczepionek postępuje jak dobrze zgrany kartel zarządzający światową zmową cenową. Oj, gore ta czapka, gore.

A na przykład Indie się oparły wielu warunkom, ba – nawet zapisały sobie w procedurach medycznych… leczenie, a nie odwoływanie się jedynie do ostatecznego argumentu szczepionkowego. I co, stało się tam coś epidemiologicznego? Raczej lepiej niż u nas, w Europie, która leczy się szczepionką. Pomijam już kwestie krajów afrykańskich, które są zbyt biedne by być szantażowane. A więc nie mają dylematów, stosów trupów też.

I takie rzeczy są wybaczalne jedynie z jednego powodu – paniki, która wyłącza rozum i każe się patrzeć na totalną skalę przekrętu jak na coś normalnego. To jest tak samo jak z kwestią przebadania szczepionek: nikt by w tak krótkim czasie nie dopuścił tak słabo przebadanego preparatu, w dodatku z nową mocno inwazyjną technologią, do obrotu i to na tak niespotykaną skalę. A tu proszę – bum i jest. Nawet nowe warianty szczepionki, tej antyomikronowej, wchodzą do użytku praktycznie zaraz po ogłoszeniu wykrycia mutacji. Tak samo i z takimi umowami – przecież z takich umów każdy sąd antymonopolowy zrobiłby kupę paprochów, gdyby takie coś ktoś zaproponował jakiejś firmie, a co dopiero rządowi. A co dopiero światu! A tu nic. Czemu? Pal licho czy biorą w łapę czy nie, ale bez pokładów strachu i wynikającej z niego akceptacji społecznej, takie numery by nie przeszły. Ale o tym aspekcie będę miał osobny artykuł w bożonarodzeniowym „Do Rzeczy”.

Państwa słabną, koncerny rosną w siłę. Mamy postglobalny świat kowidowy i stan ten, choć otworzył się, a właściwie przyspieszył, „za” kowida, będzie chyba jedyną rzeczą, która na pewno go przeżyje.


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: dziennikzarazy.pl
Czytaj także