Sztuczka co nie pykła

Sztuczka co nie pykła

Dodano: 
Napis COVID-19, zdjęcie ilustracyjne
Napis COVID-19, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Jerzy Karwelis II DZIENNIK ZARAZY II Wpis nr 645 II Miałem już kilka wpisów o statystyce kowidowej. O tym, co z niej wynika, jak się pogrzebie głębiej i wyjdzie z bańki medialnej, albo się uważnie poczyta chociażby statystyczne wnioskowanie Pawła Klimczewskiego.

To się więcej wie. Ale statystyka służy także temu, by się wiedziało… mniej. Ja już w pierwszych swoich wpisach przepowiadałem, że na gruncie danych odbędzie się cała manipulacyjna wojna, bo to medyczna statystyka jest zbyt ważnym zwierciadłem, żeby tak sobie bezkrytycznie odbijać obraz pandemicznego świata. A nuż się wyda, że źle robimy? Że panika się wzmocni? Że rząd sobie nie radzi?

Teraz mamy inne priorytety. Praktycznie od początku szczepień uważam, że akcji z nimi związanej podporządkowane jest obecnie wszystko. Nie walczymy z wirusem, walczymy o jak największe zaszczepienie. I to, że reklamujemy, że kłamiemy to pikuś. Ja śmiem twierdzić, że nawet po to wywołujemy pandemiczne fale paniki. I właśnie do tego służy statystyka.

A po co wywoływać kolejne fale? No właśnie po to. Jak bowiem uzasadnić nowe akcje szczepionkowe, skoro te stare zamierają? A tu trzeba uzasadnić przecież też kolejne dawki dla już zaszczepionych. A jak to zrobić jak po drugiej dawce gros Polakom się odechciało? Ano trzeba pompować statystyki tak, by wywołać kolejną falę, nie wirusa, ale paniki. Kwestię testów i używania ich jako narzędzia wzmagającego panikę na podstawie raz to procentowych, raz to w liczbach bezwzględnych wyrażonych danych w kolejnych marszach permutujących wariantów przez kraj – już wielokrotnie omówiliśmy. Teraz przyjrzymy się kolejnej sztuczce statystycznej, która miała wymusić szczepienie niedowiarków. Tym razem (jak już w większości przypadków bo maski opadły) nie chodziło o żadne czynniki epidemiologiczne, tylko chodziło o spore dolegliwości dla tych co się nie zaszczepili.

Miało to wyglądać tak: szczepienia nie idą, trzeba się więc szykować do czwartej fali, szczepiennej. Jest sierpień, hulajnogi się losują, Pazura nie schodzi z ekranu (teraz biedaczek na kwarantannie – twarz korzyści szczepień zachorowała na kowida po nie-wiadomo-ilu dawkach – ot, peszek marketingowy) a szczepienia stoją. A więc w sierpniu minister Niedzielski ogłasza, że pierwsze pod nóż obostrzeń pójdą województwa o najmniejszym stopniu zaszczepienia. Tu trzeba się zatrzymać, bo widać intencje jak na dłoni. Obostrzenia nie będą dotyczyć województw o choćby i tak niepewnym metodologicznie z powodu testów, poziomie zakażeń, ale zaszczepień. Czyli, tak sobie wtedy żartowałem, tu nie chodzi o epidemię i transmisję wirusa, tylko o karę, czyli motywację kijem obostrzeń do marchewki zaszczepienia.

I sobie pożartowałem. Wiedziałem, że rząd tu gra va banque, ale chyba wszyscy uwierzyli, a Rada Medyczna zaręczyła głową (uwielbiam to polskie określenie: zaręczyć głową…), że MUSI tak być: niezaszczepieni foliarze na bank się pochorują, wynik pójdzie w świat, wahający się przekonają, a więc, by ich przymusić do zaszczepienia trzeba wprowadzić takie kryterium obostrzeń. Vabankquowość polegała na tym, że były to założenia „na wiarę”, dodajmy własnych zapewnień. Nie pierwszy to raz władza uwierzyła we własną propagandę. Bo wyszło na odwrót, a odwrót zaczął się już w listopadzie. Najpierw pękły dwa województwa.

Zrobił się wyłom w Lubelskiem i Podlaskiem, czyli województwach o najmniejszym stopniu zaszczepienia. Rząd wciąż czekał, ale zaczęły dołączać inne województwa, co gorsza, zaczęto porównywać nie tylko najmniej zaszczepione regiony, ale podłączono zestawienia województw najbardziej zaszczepionych i zrobiło się dziwnie:

Zakażenia vs. pozytywne testy (4-5 listopada):

Mazowieckie – (2020) zakażeń: 2,297, (2021) – 3.376. W pełni zaszczepionych 57%

Lubelskie – (2020) zakażeń: 2.077, (2021) – 1.542. W pełni zaszczepionych 44,78%

Podkarpackie – (2020) zakażeń: 1.280, (2021) – 715. W pełni zaszczepionych 38,49%

Pod koniec listopada trend się utwierdził i zaczął pogłębiać różnice. Była wyraźna korelacja – im bardziej zaszczepione województwo, tym więcej zakażeń. I to w procentach, a więc nie można się powoływać, że to regiony bardziej ludne. Coś się zaczęło dziać z zaszczepionymi. Na razie zestawienia nie były aż tak mocno obrazowe.

W końcu to zestawienie przebiło wszystko, bo bezwzględnie pokazało korelację.

Dobiło wszystko zestawienie z początku grudnia. Pokazuje wręcz jakby fala zakażeń przechodziła ze wchodu na zachód kraju.

Jednak zestawienie zważonych danych na 100.000 mieszkańców potwierdza trwały trend: im więcej zaszczepionych tym więcej zakażeń.

Wskazywałoby to na pewien trop. Jak już pisałem (i wiadomo wszystkim, a kto wątpił ten się przekonał nagle koniecznością trzeciej dawki, choć często to się wypiera) poziom przeciwciał wytworzonych przez szczepionki szybko spada, co widać po szybkiej dezaktualizacji nieprzedłużonych kolejnymi dawkami paszportów. Ale korelacja wzrostu zakażeń ze wzrostem zaszczepień to nie tylko polski fenomen. Jest on bardziej widoczny w krajach najbardziej zaszczepionych. W takiej Irlandii wszyscy, którzy zamarli na kowid w ostatnim czasie to zaszczepieni. Co prawda jest tam 93% procent zaszczepienia tak, że nie ma komu niezaszczepionemu umrzeć. Statystycznie się zgadza. Ale w takim razie trzeba zadać pytanie, a właściwie stwierdzić: zaszczepionych szczepionka jak widać nie chroni ani przed transmisją, ani zakażaniem innych, ani przed śmiercią. Pojawiają się spekulacje, poparte coraz częściej badaniami, że szczepionka nie tylko nie wytwarza bariery ochronnej, ale osłabia istniejący, naturalny system reakcji immunologicznej. Popatrzmy na badania brytyjskiej agencji zdrowia.

Wynika za nich, że po zaszczepieniu i wytworzeniu przeciwciał wystymulowanych szczepionką, po ich zaniknięciu organizm nie wraca do poprzedniego, przedszczepiennego stanu systemu odpornościowego. Sytuacja zaszczepionych pogarsza się więc, nawet w stosunku do osób niezaszczepionych. Dodatkowo, co logiczne – szczepienie osób, które już przeszły kowida jest przeciwskuteczne, bo nie tylko nic nie daje, ale osłabia organizm, który swoją reakcją już się obronił, zaś szczepienie osłabia tę nabytą odporność.

Wielu wskazuje na mechanizm ADE, tzw. wzmocnienia zależnego czyli właśnie dość dawno odkryty wpływ szczepionki na pogarszanie się systemu immunologicznego. Oczywiście na tę tezę, na poziomie rzecz jasna internetowych demaskatorów, nie debaty naukowej, rzucono się z pazurami, ale jak się poczyta „argumentację”, to wychodzi, że takiego mechanizmu nie ma, bo nie zauważono go w trakcie testów. Co więc zauważono w trakcie testów szczepionek? Że te, zamiast obiecanego (przetestowanego?) poziomu 99%, mają spadające po pół roku do zera? Tego testy nie ujawniły. Ale na pewno ujawniły, że nie wywołują on mechanizmu ADE. To wiemy na pewno? Znowu nie, bo nie, czy dla wierzących – jak Boga kocham?

I w ten sposób „chytra” strategia ministra, mająca uzasadnić IV Falę, a właściwie kolejny poziom wciskania przymusu szczepień nie tylko spaliła na panewce, ale ujawniła bardzo niepokojące skutki działania szczepionek, które całą akcję stawiają pod poważnym znakiem zapytania. Wynika z tego, że zacznie przybywać – i już przybywa, choć jest to medialnie wypierane – zakażonych osób, które będą coraz ciężej chorowały, właśnie dlatego, że się zaszczepiły. Bo spadek zdolności odpornościowych organizmu nie będzie dotyczył tylko kowida. Będziemy mieli tak osłabione organizmy, że byle co, co kiedyś byśmy przed kowidem, a właściwie szczepionkami, przeszli bezobjawowo nie wiedząc o tym nawet, teraz nas położy na dobre.

Czekam tylko na badania korelacji osób zaszczepionych z falą zachorowań nie na kowida, ale na wszelkie choróbska, które kiedyś nie były problemem na skalę masową. Trzeba będzie raczej szukać ich za granicą, wśród krajów zaszczepionych po kokardę. Czy tam wzrośnie ogólny poziom zachorowań? Nie tylko na koronawirusa?

Jak to było? Najlepiej przebadana szczepionka w historii medycyny?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Źródło: dziennikzarazy.pl
Czytaj także