Jutro była wojna

Jutro była wojna

Dodano
Co wydarzy się dziś lub jutro? Gdzie będzie przebiegać linia frontu – na Ukrainie, na Wiśle, na kanale La Manche, w Himalajach czy może między Japonią i USA a Chinami? Kultura masowa to czuły barometr nastrojów epoki. Oby jego wskazania przestały być tak niepokojące.

Mam dobrą wiadomość dla tych, którzy nie cierpią Toma Cruise’a – w filmie „Na skraju jutra” umiera wiele razy, często w boleściach. A także dobrą wiadomość dla tych, którzy go lubią – choć mamy do czynienia z typową wakacyjną superprodukcją, Cruise przypomina, że potrafi grać (a mogliśmy o tym zapomnieć, oglądając jego ostatnie dokonania: „Niepamięć” i „Jacka Reachera”). Mnogość śmierci sympatycznego konusa o chłopięcym uśmiechu spowodowana jest tym, że „Na skraju jutra” to film o pętli czasu, a precyzyjniej – jak celnie podkreślają amerykańscy recenzenci – skrzyżowanie „Dnia świstaka” z „Żołnierzami kosmosu”. Cage, grany przez Cruise’a, to wojskowy specjalista od PR, skazany, tak jak grany przez Billa Murraya reporter telewizyjny, na przeżywanie w kółko tego samego dnia. Jego nieszczęście rozpoczyna się, gdy wpada na fatalny pomysł zaszantażowania gen. Brighama (dobry epizod Brendana Gleesona), który chce wysłać tchórzliwego dekownika na pierwszą linię frontu. (…)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 24/2014
Całość recenzji opublikowana jest w 24/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także