Ukraiński polityk Ołeksij Daniłow ostrzegał w poniedziałek, że rosyjska mobilizacja i zmiany kadrowe w armii mogą świadczyć o tym, że Moskwa przygotowuje się do szerokiej ofensywy w najbliższych tygodniach.
Mobilizacja w Rosji. Zagrożony kolejny kraj?
Sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy ostrzegał w rozmowie z mediami, że po wykorzystaniu przez Kreml oddziałów Ramzana Kadyrowa i najemników z Grupy Wagnera, "teraz czas na regularną rosyjską armię". – To dla nich ostatni dzwonek. Nie będzie już kogo wymieniać i winić za klęski, które poniosą na naszej ziemi – cytuje słowa Daniłowa agencja Interfax-Ukraina.
Kolejne natarcie na Ukrainę, według Daniłowa, może nastąpić np. w rocznicę rozpoczęcia rosyjskiej inwazji, czyli 24 lutego.
Polityk stwierdził również, że mobilizacja rosyjskich wojsk może oznaczać, że Moskwa szykuje się do inwazji na pełną skalę na kolejny kraj. – Dzisiaj to Kazachstan jest kolejny krajem, który rosyjska, nowoczesna grupa terrorystyczna będzie chciała zdobyć – wskazał polityk.
Daniłow: Nie będziemy z nimi negocjować rozejmu
Na początku stycznia Sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy podkreślał, że jego kraj nie będzie negocjował z Rosją żadnego rozejmu.
5 stycznia zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej patriarcha Cyryl wezwał do tymczasowego rozejmu z Ukrainą. Swój apel oparł na potrzebie zapewnienia wiernym możliwości uczestnictwa w nabożeństwach w prawosławną Wigilię i Boże Narodzenie (6-7 stycznia). Następnie Kreml poinformował, że prezydent Rosji Władimir Putin przychylił się do prośby Cyryla i oficjalnie wydał ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu rozkaz wprowadzenia zawieszenia broni.
"A komu oni (Rosja – przyp. red.) proponują ten rozejm? Jest dość proste rozwiązanie – biorą walizki, zabierają swoje graty i jadą do Rosji. Nie będziemy z nimi negocjować żadnego rozejmu. To nie ma nic wspólnego z nami" – tak zapowiedź Władimira Putina skomentował wówczas Daniłow.
Czytaj też:
Amerykanie ostrzegali Zełenskiego. Prezydent Ukrainy im nie wierzyłCzytaj też:
Stany Zjednoczone naciskają na Serbię. Prezydent odpowiada