Ksiądz Sowa i przyjaciele

Ksiądz Sowa i przyjaciele

Dodano
Ksiądz, który swoimi donosami zwalnia dziennikarzy z pracy, stałby się błyskawicznie bohaterem medialnej liberalnej krytyki. No, chyba że to ksiądz Kazimierz Sowa.

Wyobraźmy sobie co by się działo w liberalnych mediach, gdyby jakiś ksiądz (a nawet biskup) napisał na Facebooku do właściciela mediów skargę na nieprzychylnie piszącego o nim dziennikarza?

A ten drugi, zamiast zignorować prośbę duchownego i zasugerować mu, by zajął się modlitwą i postem, a nie donosami, odpisałby, że liczy na to, iż dziennikarz sam odejdzie do jednego z tych lewackich pisemek, które od dawna dołują. Histeria medialna zapewne trwałaby tygodniami. Właściciel i duchowny, który odważyłby się na takie postawienie sprawy, błyskawicznie przywdzialiby worki pokutne, a dziennikarz przez wiele miesięcy chodziłby w glorii pogromcy klerofaszyzmu. 

Tak wyglądałoby to, rzecz jasna, tylko w sytuacji, gdyby ksiądz i właściciel me- dium mieli konserwatywne lub – ujmując rzecz wprost – ortodoksyjnie katolickie poglądy.

Co innego, gdyby bohaterem tej historii był ksiądz otwarty, liberalny, niechętny do obnoszenia się ze swoim kapłaństwem, za to skory do „romansików” z liberalnymi mediami i zakumplowany z partią władzy. (…)

fot. Krzysztof Kuczyk/Forum    

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 35/2015
Cały artykuł dostępny jest w 35/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także