Były minister obrony udzielił wywiadu „Super Expressowi”. Jak stwierdził, deklaracja Donalda Tuska o tym, że w wyborach prezydenckich wystartuje wtedy, jeśli będzie w nich startować Jarosław Kaczyński, nie wynikają z obaw przed starciem z Dudą.
– Słowa Donalda Tuska były raczej wezwaniem do tego, by polityk faktycznie najważniejszy w obozie władzy (Jarosław Kaczyński – red.) przestał uciekać, przestał się chować za plecami Beaty Szydło, Mateusza Morawieckiego, Andrzeja Dudy, ale by wzorem innych demokratycznych państw stanął wziął jako lider odpowiedzialność za własne czyny i stanął w szranki wyborcze – mówił Siemoniak. Jak zaznaczył, słowa Tuska są bardzo ważną deklaracją.
– Po raz pierwszy Donald Tusk zadeklarował, że byłby skłonny wziąć udział w prezydenckim wyścigu – uważa Siemoniak. I przekonuje, że Tusk miałby ogromne szanse. – Jest przewodniczącym Rady Europejskiej. Politykiem światowej rangi, co widzimy najlepiej po tym, że w imieniu Unii Europejskiej to on rozmawia z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Z pewnością jako prezydent nie szukałby jak Andrzej Duda nerwowo okazji, by zrobić sobie zdjęcie na korytarzu, ale prowadziłby realną politykę i przywróciłby Polskę dla głównego nurtu światowej polityki – zachwyca się w rozmowie z "Super Expressem" Tomasz Siemoniak.
– Powinien być kandydatem całego obozu demokratycznej opozycji, której celem jest odsunięcie od władzy obozu PiS – podsumowuje. Entuzjazm wiceprzewodniczącego PO studzić mogą nieco sondaże. Z tych (także ostatniego badania Pollster dla "Super Expressu") jednoznacznie wynika, że w pojedynku z Tuskiem zdecydowanie wygrywa urzędujący prezydent Andrzej Duda.
