Rząd zamawia setki tysięcy laptopów z Chin, Tajwanu i USA. Gawkowski: Wspieramy polski biznes

Rząd zamawia setki tysięcy laptopów z Chin, Tajwanu i USA. Gawkowski: Wspieramy polski biznes

Dodano: 
Laptop, zdjęcie ilustracyjne
Laptop, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / Glenn Carstens-Peters
"Większość firm składających oferty w przetargu na laptopy i tablety to firmy z polskim kapitałem" – zapewnia Ministerstwo Cyfryzacji w odpowiedzi na interpelację posła Konfederacji Bartłomieja Pejo. Chodzi o gigantyczne zamówienie sprzętu komputerowego dla uczniów o wartości 1,5 mld zł. Tymczasem z postępowania wykluczono polskich producentów, a do szkół trafią laptopy Dell, HP, Acer, Asus i Lenovo.

Cztery miesiące i dziewięć dni – tyle czasu zajęło Ministerstwu Cyfryzacji przygotowanie odpowiedzi na cztery pytania Bartłomieja Pejo. Poseł Konfederacji, który jest jednocześnie szefem komisji cyfryzacji, przywołał w swojej interpelacji publiczne deklaracje Krzysztofa Gawkowskiego.

"Pan Premier wielokrotnie wspominał, m. in. w trakcie niedawnej rozmowy z red. Rymanowskim, o potrzebie i chęci wspierania polskiego biznesu" – czytamy w interpelacji. Poseł Pejo pyta w niej o rządową strategię dla sektora półprzewodników i właśnie przetarg na laptopy.

W tej pierwszej sprawie Pejo zwraca uwagę, że "jak największa część wartości dodanej produkcji półprzewodników powinna pozostać w naszym kraju". Przestrzega też przed bezrefleksyjnym ściąganiem inwestycji zagranicznych koncernów bez budowy rodzimego "ekosystemu". "W ramach wsparcia polskiego przemysłu należy zadbać o stabilny i płynny rozwój podwykonawców, a także odbiorców produktów. Takie właśnie podejście zastosowały w poprzednich latach państwa, które potrafiły rozbudować swój potencjał produkcyjny w największym zakresie. Zbytnie opieranie polityki rozwoju na pozyskaniu dużych zagranicznych inwestycji (takich jak np. niedoszła fabryka Intela), nieuwzględniające jednocześnie konieczności budowy i rozwoju całości „ekosystemu“ może doprowadzić do sytuacji, w której największe korzyści z polskich półprzewodników osiągną z jednej strony zagraniczni globalni producenci, a z drugiej gospodarki innych państw, w których odbywać się będzie większość procesów w ramach całego łańcucha produkcyjnego" – czytamy.

Z kolei w kwestii przetargu na laptopy Pejo podkreśla, że wśród warunków postępowania znalazł się wymóg posiadania dwóch certyfikatów środowiskowych: TCO oraz EPEAT. "Spełnienie tego wymogu, zdaniem strony społecznej, jest niezwykle kosztowne i czasochłonne i w praktyce faworyzuje globalnych międzynarodowych producentów sprzętu komputerowego. Jednocześnie, zdaniem branży, nie jest on uzasadniony względami wymogów unijnych właściwych dla przetargów realizowanych w ramach KPO. Inne państwa unijne w analogicznych sytuacjach zdecydowały się na zastosowanie mniej uciążliwych rozwiązań, a jednocześnie do części urządzeń takich jak np. tablety specjalne ponadnormatywne certyfikaty nie są wymagane także w polskich przetargach na sprzęt finansowany ze środków KPO" – czytamy w interpelacji.

O sprawie wielokrotnie pisały media ekonomiczne. „Puls Biznesu” określił warunki tego postępowanie jako „dyskryminację polskich firm”. Żaden z krajowych podmiotów nie miał bowiem obu wymaganych certyfikatów, legitymowały się z nimi zaś produkty marek amerykańskich (takich jak HP czy Dell, ale co ciekawe już nie Apple) a także chińskich (Lenovo) i tajwańskich (Acer, Asus).

Resort przez kilka miesięcy tłumaczył się, że zapis dotyczący certyfikatów wynikał z wymogów unijnych dotyczących KPO. Tyle że szybko okazało się to nieprawdą, bo Biuro Legislacyjne Senatu przygotowało opracowanie dowodzące, że w analogicznych przetargach w Niemczech czy Portugalii nikt nie stawia dostawcom takich warunków.

Z dyskryminacji polskich firm Krzysztof Gawkowski musiał tłumaczyć się też w grudniu w Kanale Zero. – To jest tak grube, że nazwanie tego zaniedbaniem jest bez sensu – zarzucił wicepremierowi prowadzący wywiad Krzysztof Stanowski. W odpowiedzi polityk stwierdził, że takie same warunki obowiązywały w rządowych przetargach za czasów PiS.

Obie kwestie – polityki półprzewodnikowej i przetargu na laptopy – poruszono na posiedzeniu komisji cyfryzacji w lipcu zeszłego roku. W imieniu resortu wypowiadał się wówczas podsekretarz stanu Rafał Rosiński. Nie był jednak w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie dotyczące warunków gigaprzetargu i obiecał, że udzieli komisji informacji na piśmie. Mimo upływu sześciu miesięcy jednak tego nie zrobił. W efekcie 21 stycznia odbyło się kolejne posiedzenie cyfryzacji poświęcone obu zagadnieniom.

Tym razem w imieniu ministerstwa pojawiła się tylko zastępca dyrektora Departamentu GovTech Polska w Ministerstwie Cyfryzacji Izabela Kalita-Kopacz. Odczytała z kartki wystąpienie dotyczące programów realizowanych przez resort. Na pytania ekspertów i przedsiębiorców nie umiała odpowiedzieć. Podobnie jak wiceminister Rosiński w lipcu, zapowiedziała, że resort prześle swoje stanowisko na piśmie.

Na to zareagował przewodniczący Pejo, przypominając, że wiceminister Rosiński złożył taką samą obietnicę pół roku wcześniej i do dnia posiedzenia jej nie dotrzymał. Pani dyrektor z rozbrajającą szczerością odpowiedziała na to, że nie zna tej wypowiedzi, i poprosiła przewodniczego o przesłanie stenogramu z lipcowej komisji do ministerstwa.

Sam Rafał Rosiński nie pojawił się na styczniowej komisji, bo reprezentował w tym czasie Polskę w Davos. Jak podał dziennikarz Republiki Marcin Dobski w portalu X, miał on tam opowiadać o "promocji polskich innowacji”.

twitter


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także