Andrew Mountbatten-Windsor, jeszcze niedawno książę Andrzej, na posterunku policji w miasteczku Aylsham we wschodniej Anglii spędził tylko 11 godzin. Zatrzymany rano w swym domu na terenie królewskiej posiadłości Sandringham, wieczorem, po przesłuchaniu, został zwolniony. Nie postawiono mu żadnych zarzutów. Tych 11 godzin wstrząsnęło jednak Wielką Brytanią, bo po raz pierwszy policja zatrzymała członka rodziny królewskiej.
To prawda, że Andrzej, młodszy brat króla Karola III, w ostatnich latach dostarczał mediom aż nadto materiałów. Czym innym jednak są plotki i sensacje z życia prywatnego, a czym innym zarzuty związane z działalnością publiczną. Doniesienie, na podstawie którego policja zatrzymała Andrzeja, mówiło o nadużyciach podczas pełnienia obowiązków publicznych. Książę jako specjalny wysłannik do spraw handlu i inwestycji w latach 2001–2011 miał przekazywać treść poufnych rozmów i ustaleń Jeffreyowi Epsteinowi. A to zupełnie inny kaliber niż afery obyczajowe, o których pisano w kontekście ich znajomości.
Kim był Jeffrey Epstein, nikomu dzisiaj nie trzeba objaśniać. Jego nazwisko od paru miesięcy nie znika z mediów. W Wielkiej Brytanii dzieje się tak za sprawą dwóch ludzi – księcia Andrzeja właśnie i Petera Mandelsona, polityka ze ścisłej czołówki Partii Pracy. Przyjaźń z Epsteinem obu drogo kosztowała: Andrzej stracił m.in. tytuł księcia, stopnie wojskowe oraz apanaże, Mandelson – stanowisko ambasadora w USA, na jaw bowiem wyszło, że w czasie, gdy był ministrem do spraw biznesu, przekazywał Epsteinowi poufne informacje o planach rządu. Kilka dni po Andrzeju Mandelson również został zatrzymany i tak samo po przesłuchaniu zwolniony.
Czas na „Andrew Files”
Choć obie te sprawy wiele łączy, to również wiele je dzieli. Mandelson to tylko wysokiej rangi urzędnik, który sprzeniewierzył się zasadom. Andrzej to brat króla, nadal mający status radcy stanu, co daje mu prawo zastępowania go w razie potrzeby, przy tym ósmy w kolejce do tronu. Konsekwencje lekkomyślnego wysłania Mandelsona do USA, na najważniejszą placówkę zagraniczną, spadną na premiera i rząd. Reperkusje sprawy Andrzeja mogą być o wiele poważniejsze, bo ucierpieć może monarchia. To zupełnie inny wymiar: rządy się zmieniają, a monarchia trwa.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
