Lewica i Polska 2050 złożyły projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.
Zarówno w projekcie Lewicy, jak i Polski 2050, znalazły się zapisy uderzające w przedsiębiorców. Projekt Lewicy całkowicie zakazuje reklamy wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, a także zakazuje sprzedaży alkoholu na stacjach paliw i w godzinach nocnych na terenie całego kraju.
Drugi projekt – przygotowany przez posłów Polski 2050 – również całkowicie zakazuje reklamy alkoholu, a ponadto przyznaje gminom większe uprawnienia do wprowadzania godzinowego zakazu sprzedaży alkoholu i podnosi opłaty za uzyskanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu.
W projektach „zaszyto” jednak zastanawiające zapisy, np. eliminujący całą kategorię piwa ze sprzedaży w małych sklepach.
Projekty Lewicy i Polski 2050. Ci grozi branży piwnej?
Bartłomiej Pejo, poseł Konfederacji, pytany przez DoRzeczy.pl, o to, co by się wydarzyło, gdyby zakaz sprzedaży piwa w małych sklepach i na stacjach paliw wszedłby w życie, odpowiedział, że „proponowane przepisy byłyby silnym uderzeniem w legalnie działającą branżę piwną”.
– Zakaz sprzedaży piwa w małych sklepach i na stacjach paliw, a także inne restrykcje przewidziane w projekcie nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, oznaczałyby spadek opłacalności działalności browarniczej, ale też problemy dla całego łańcucha powiązanych sektorów – mówi nam Pejo.
Poseł Konfederacji zauważył, że „ucierpiałaby nie tylko sama branża piwna, lecz również rolnicy dostarczający surowce, w tym chmiel czy owoce, sektor logistyczny, handel, gastronomia, a nawet turystyka i sport”.
– To szczególnie istotne, bo branża piwna daje w Polsce bezpośrednio i pośrednio około 85 tys. miejsc pracy oraz generuje wartość dodaną szacowaną na około 20 mld zł” – podkreślił.
Bartłomiej Pejo zwrócił także uwagę, że „Polska należy do czołówki producentów piwa w Unii Europejskiej, a produkcja piwa przynosi także wymierne korzyści eksportowe”.
– Nie można też pomijać faktu, że spośród ponad 300 browarów działających w Polsce większość stanowią małe, lokalne browary rzemieślnicze i restauracyjne. To właśnie one często zasilają lokalne budżety, utrzymują rodzinne biznesy i wzmacniają lokalną przedsiębiorczość – mówi.
"Gdyby przepisy weszły w życie, ucierpiałaby nie tylko branża piwna"
Pytany, czy ucierpiałaby tylko branża piwna czy również inne, poseł Konfederacji podkreślił, że „skutki takich zmian wykraczałyby daleko poza sam rynek alkoholu”.
– Odczułaby je gastronomia, zarówno mała, jak i duża, w tym przedsiębiorcy prowadzący ogródki piwne. Straty mogłyby dotknąć również sport, ponieważ wsparcie producentów piwa jest od lat istotnym elementem finansowania wielu dyscyplin, zwłaszcza piłki nożnej. Ograniczenie tej współpracy mogłoby osłabić budżety i pozycję polskich klubów. Do tego dochodzi jeszcze wymiar kulturowy i turystyczny. Piwo, podobnie jak wino w wielu krajach zachodnich, jest częścią lokalnego dziedzictwa, tradycji i oferty turystycznej. Zamiast to wzmacniać, proponowane przepisy idą w stronę zwalczania tego elementu kultury – wyjaśnia.
Bartłomiej Pejo zauważył, że „jeśli chodzi o piwo bezalkoholowe, mamy do czynienia z gigantycznym populizmem”.
– Skoro w projekcie ustawy pojęcie piwa bezalkoholowego pojawia się ponad 30 razy, to trudno uznać, że chodzi tu wyłącznie o zdrowie Polaków. Nie ma wiarygodnych podstaw do twierdzenia, że piwo bezalkoholowe zachęca do picia alkoholu. Wręcz przeciwnie, to właśnie rozwój oferty napojów bezalkoholowych i ich popularność przyczyniły się w ostatnich latach do spadku spożycia alkoholu. Dlatego w mojej ocenie nie chodzi tu o realną politykę zdrowotną, a o czysty populizm części polityków – podkreślił.
Poseł Konfederacji ocenił, że „te propozycje nie uderzą wyłącznie w producentów piwa”.
– Ich skutki odczuje szeroko pojęta gospodarka, lokalni przedsiębiorcy, rolnicy, gastronomia, sport, turystyka i całe społeczności, które dziś korzystają z obecności tej legalnie działającej branży – dodał.
Czytaj też:
"Czeka nas bankructwo", "kolejny strzał". Branża bije na alarmCzytaj też:
"To nie ma nic wspólnego ze zdrowiem". Pejo o forsowanych zmianach w ustawie alkoholowej
