Pogorzeliska po pożarach. Miasta bowiem i zamki płonęły jak zapałki. Przyczynami były drewniana zabudowa, często ściśnięta w krętych uliczkach, powszechne używanie otwartego ognia i lekceważenie przepisów przeciwpożarowych. Niemal każde miasto polskie płonęło kilkakrotnie w czasach Rzeczypospolitej i mówiąc brutalnie – czasem pożar sprawiał, że odbudowywano je o wiele piękniejsze; w kształcie, który zachował się do dzisiejszych czasów.
Opisanie wszystkich wielkich pożarów przekracza ramy felietonu, opowiedzmy zatem o dwóch, których efekty widoczne są dzisiaj. Pierwszym była katastrofa ogniowa w Jarosławiu w nocy z 24 na 25 sierpnia 1625 r. Wówczas to trwał ogromny jarmark, na który ściągało do 20–30 tys. kupców z całej Europy, a na kilka tygodni miasto zamieniało się w jeden wielki bazar, sklepy zaś, czyli piwnice, składy i ulice, zapełnione były towarami.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

