Po referendum, a przed wyborami
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Po referendum, a przed wyborami

Dodano: 
Aleksander Miszalski, odwołany prezydent Krakowa
Aleksander Miszalski, odwołany prezydent Krakowa Źródło: PAP / Łukasz Gągulski
Wygrane referendum w Krakowie to ważny, ale jednocześnie tylko jeden z wielu etapów odzyskiwania Polski przez obóz patriotyczny. Ta wiktoria smakuje jednak nieco gorzko, ponieważ nie udało się odwołać Rady Miasta Krakowa z jej liberalno-lewicową większością.

Wynik tego referendum ma znaczenie ogólnokrajowe także dlatego, że po odwołaniu w zeszłym roku prezydent Zabrza z Platformy Obywatelskiej (o czym dziś jakoś się nie przypomina) i zastąpieniu jej kandydatem obywatelskim popieranym przez prawicę, który stanął w kontrze do innej kandydatki PO, może nastąpić otwarcie prawdziwej „puszki Pandory” — przynajmniej z punktu widzenia rządzących — czyli kolejnych referendów, choćby w Rzeszowie, Tarnowie, Częstochowie czy Gliwicach.

Możemy oczywiście cieszyć się z ukaranej arogancji władzy, a byłemu już prezydentowi, który wypisywał sobie na czole wulgarne antyprawicowe hasła, przypomnieć, że „karma zawsze wraca”. Jednak lepiej skupić się na analizie politycznej.

Koalicja 13 Grudnia utrzymała Radę Miasta, choć do jej odwołania zabrakło naprawdę bardzo niewiele. Wbrew pozorom ma ona również poważne szanse w wyborach prezydenckich za trzy miesiące. Jeżeli odbędą się one rzeczywiście za 90 dni, przypadną na koniec wakacji, co może obniżyć frekwencję.

Fakt, że nie będą one połączone z wyborami do Rady Miasta, w których wystartować może nawet kilkuset kandydatów, również może wpłynąć na obniżenie frekwencji. Zwykle jest to szansa dla mniejszych ugrupowań lub partii o krótszym stażu, ale dysponujących bardziej „twardym” elektoratem.

Prawica swoich szans w wyborach prezydenckich powinna upatrywać w jedności ponad podziałami, ponieważ w przeciwnym razie — podobnie jak ostatnio — może ponownie nie mieć swojego reprezentanta nawet w drugiej turze.

Przypomnę — choć zapewne niektórzy woleliby o tym nie pamiętać — że szef regionalnych struktur PO wygrał wybory na prezydenta Krakowa dlatego, iż w ostatnich godzinach przed ciszą wyborczą jego kontrkandydat został ostro zaatakowany przez polityka PiS. To najprawdopodobniej przesądziło o zwycięstwie pana Miszalskiego, ponieważ część wyborców Prawa i Sprawiedliwości zamiast w drugiej turze zagłosować przeciwko kandydatowi PO, po prostu nie poszła na wybory.

Trzeba zrobić wszystko, aby w wyborach prezydenckich w Krakowie nie eksperymentować, lecz wystawić mocnego — lub mocnych — kandydatów antysystemowych, a przynajmniej anty-KO.

Mamy na to tylko, ale zarazem aż, jeden kwartał.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także