KAROL GAC: Telewizja Republika i jej dziennikarze byli przez kilka dni nękani uporczywymi telefonami oraz fałszywymi zawiadomieniami do służb, przez co te przyjeżdżały z interwencją. Jaka jest pana ocena tych wydarzeń?
TOMASZ SAKIEWICZ: Dla mnie to jest jeden ciąg wydarzeń. Od kiedy ogłosiliśmy, że Zbigniew Ziobro zostaje naszym komentatorem, mieliśmy zapowiedzi zemsty i nawoływania do zamknięcia nas oraz aresztowania mnie. Wiem, że po tej informacji była poważna narada w rządzie, i dwa dni później mieliśmy serię alarmów wymierzonych w nasze środowisko. Fałszywe alarmy można jeszcze jakoś usprawiedliwić, natomiast zachowania władz w tej sprawie już absolutnie nie.
Jak rozumiem, uważa pan, że nie ma mowy o żadnym przypadku, tylko bezpośrednio wiąże pan to z tym, co się wydarzyło wokół byłego ministra sprawiedliwości?
Może być oczywiście tak, że ktoś rozpoczął akcję tego typu, bardzo dobrze znając procedury policyjne i różne słabości działania policji w takiej sytuacji. To jest zresztą niezwykle ciekawe, że wyszły nie tylko procedury, lecz także różnego typu słabości. Ktoś nie tylko miał doświadczenie, jak takie procedury są realizowane, lecz także wiedział, jak się władza zachowa, bo jej kilka decyzji bardzo ułatwiło tę akcję. Drugą opcją jest niestety możliwość, że cała ta akcja wyszła z kręgu władzy i być może jakieś inne osoby się do tego dołączyły. Natomiast bez udziału władzy, mniej lub bardziej świadomego, cała ta akcja nie miałaby takiej skali i skutków.
Co pan sądzi o tezie dotyczącej rosyjskiego śladu? Bierze pan pod uwagę taką możliwość?
Tego oczywiście nie da się nigdy wykluczyć, natomiast proszę zwrócić uwagę, że jeżeli faktycznie był to kierunek wschodni, to zachowanie władzy było wobec tego absolutnie nieodpowiedzialne. Mieliśmy bagatelizowanie tych informacji, wyśmiewanie tego, a w dodatku nie powołano jednego centrum, które by koordynowało działania. Fakt, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysyłało ostrzeżenia do pracowników o atakach i e-maile, gdzie było moje nazwisko, że ktoś chce mnie zabić, a do mnie nikt nawet nie zadzwonił w tej sprawie, to mówi wszystko, jakie było nastawienie.
Bardzo głośnym echem odbiła się interwencja policji w pana mieszkaniu w Warszawie, w której efekcie została skuta pana asystentka. Jak to wyglądało z pana perspektywy?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
