Według polityków koalicji, sprawa Szpitala Południowego przestała być wyłącznie problemem władz Warszawy i zaczyna obciążać cały obóz rządzący. W tle pojawiają się pytania o nadzór nad placówką, funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia oraz odpowiedzialność za nieprawidłowości ujawnione po publikacjach medialnych.
– Na pewno nieuniknione są dymisje. Nie chcę rzucać nazwiskami, od decyzji personalnych jest premier – powiedział w środę (1 lipca) Ryszard Petru pytany w TVP Info, czy nieunikniona jest dymisja szefa Narodowego Funduszu Zdrowia Filipa Nowaka.
![]()
Petru ostrzega koalicję rządzącą przed możliwą porażką
Polityk uważa, że afera szpitalna wywołała kryzys, przez który koalicja rządząca może przegrać przyszłoroczne wybory parlamentarne, jeśli nie zreformuje systemu ochrony zdrowia. Jego zdaniem, obecna sytuacja sprzyja wprowadzeniu zmian i byłyby one zaakceptowane przez społeczeństwo.
Petru wskazał, że "system ma wystarczająco dużo pieniędzy", ale "idą one nie tam, gdzie trzeba”. Zastrzegł, że nie ma nic przeciwko odpowiedniemu wynagradzaniu lekarzy, którzy są cenionymi specjalistami w swoich dziedzinach.
Afera w Szpitalu Południowym. O tym mówi cała Polska
O nieprawidłowościach na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym stołecznego Szpitala Południowego od kilku tygodni mówi cała Polska. Sprawa wywołała dyskusję wokół funkcjonowania służby zdrowia w całym kraju.
Afera wybuchła po tym, jak wyszło na jaw, że szpitalnym SOR-em kierował powiązany z KO radny Dawid Kacprzyk, choć nie miał do tego uprawnień. W oświadczeniu majątkowym podał, że w 2025 r. zarobił ponad 1,6 mln zł. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, lekarz zwrócił szpitalowi 500 tys. zł, ale ten odesłał mu pieniądze. Zrezygnował też z mandatu radnego warszawskiej dzielnicy Ursus.
Kacprzyk pod ostrzałem. Ciężkie oskarżenia byłego ordynatora
Kacprzyka obciążył inny lekarz, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski, który w poniedziałek (29 czerwca) przez cały dzień składał zeznania w prokuraturze. Wcześniej w rozmowie z Kanałem Zero zasugerował, że błędy popełnione przez Kacprzyka skutkowały śmiercią pacjentów.
Portal Zero.pl ujawnił we wtorek (30 czerwca), że szef szpitalnego prosektorium prowadził tam biznes pogrzebowy – promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji. Jakby tego było mało, drastyczne zdjęcia zwłok publikował na Instagramie.
Przepłacony wniosek o dotację z KPO
Inny wątek afery w Szpitalu Południowym to opisane przez "Gazetę Wyborczą" przepłacone zlecenie za przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. Usługa kosztowała placówkę aż 725 tys. zł, podczas gdy inne szpitale płaciły ok. 30 tys. zł.
Wynagrodzenie firmie Deloitte, która zdobyła kontrakt, wypłacono z dotacji KPO. Była pracownica szpitala i sygnalistka, która poinformowała o sprawie dziennikarzy, powiedziała w rozmowie z "GW", że placówka zapłaciła Deloitte ponad 20 razy więcej niż wynosiła stawka rynkowa.
Czytaj też:
Afera w Szpitalu Południowym zaczyna obciążać cały rząd. Napięcia w koalicji
