"Krzysztof Stanowski… nie jest dziennikarzem. Jest youtuberem, celebrytą i przedsiębiorcą. Dlaczego to jest ważne? Bo nie chodzi mi o samego Stanowskiego, tylko o istotne rozróżnienie… Media tradycyjne nadal odgrywają kluczową rolę w życiu publicznym… z założenia pracują tam dziennikarze, których praca jest weryfikowana, ponoszą osobistą odpowiedzialność za swoje informacje i komentarze, nie mogą wchodzić w konflikt interesów i nie są przybudówką żadnej partii… natomiast celebryci i influencerzy reklamują, co się da, wrzucają treści bez weryfikacji, ponoszą ograniczoną odpowiedzialność za swoje przekazy w sieci”.
Te wyższościowe urojenia „prawdziwej” dziennikarki zaowocowały w sieci burzą negatywnych, kpiarskich komentarzy, w których największą uwagę przyciągnęła, jak należało się spodziewać, deklaracja „niebycia przybudówką żadnej partii”, w ustach publicystki tej akurat gazety brzmiąca wyjątkowo obłudnie. Ale, można sparafrazować: nie chodzi tu o samą Wielowieyską ani nawet o jej gazetę, od 35 lat będącą polskim benchmarkiem politycznej propagandy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

