Minister zdrowia znajduje się w ciągu ostatnich tygodni pod nieustanną krytyką. Stan finansowy służby zdrowia jest katastrofalny. Sprawę dla Jolanty Sobierańskiej-Grendy pogorszyła jeszcze afera w Szpitalu Południowym. Nic dziwnego, że media od dłuższego czasu spekulują o możliwej dymisji. Tymczasem szefowa resortu zdrowia nie obawia się utraty stanowiska.
– Rozmawialiśmy od dłuższego czasu o tym, co w systemie możemy zrobić i jakie reformy czy jakie działania możemy podejmować, natomiast ja od premiera nie miałam sygnału, że nasz kontrakt się kończy. W związku z tym rozmawialiśmy raczej o strategii na najbliższe miesiące i lata – powiedziała na antenie TVP Info.
Minister podkreśliła, że jest gotowa na konstruktywny dialog ze środowiskiem lekarskim. Przypomniała, że w czwartek spotyka się z Naczelną Radą Lekarską.
– Wierzę, że zarówno środowisku lekarskiemu, jak i nam zależy na tym, aby wypracować rozwiązania, które będą kompromisem dla nas wszystkich – powiedziała.
Reforma służby zdrowia
Przypomnijmy, że w środę minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała pakiet zmian w ochronie zdrowia.
Wśród proponowanych zmian znalazły się m.in. maksymalne poziomy wynagrodzeń i wydatków w ramach budżetów szpitali, a także przeciwdziałanie kominom płacowym oraz e-kolejka.
Jako maksymalne wynagrodzenie dla pracownika medycznego zaproponowała kwotę do 240 zł brutto za godzinę.
Jolanta Sobierańska-Grenda przekazała podczas konferencji dotyczącej zmian w obszarze ochrony zdrowia, że pierwszy krok, jeśli chodzi o kominy płacowe, został już wykonany. Przypomniała, że ustawa, którą uchwalił Sejm, umożliwi gromadzenie danych na podstawie numeru PESEL lub numerze prawa wykonywania zawodu czeka na podpis prezydenta.
Czytaj też:
Głośna afera pogrąży rząd? Tylu Polaków domaga się dymisji Tuska
Czytaj też:
Zandberg uderza w proponowane "zmiany". "Im się chyba naprawdę znudziło rządzenie"
