Dramat mieszkańców Kuby. Kraj pogrążony w ciemnościach

Dramat mieszkańców Kuby. Kraj pogrążony w ciemnościach

Dodano: 
Hawana, stolica Kuby
Hawana, stolica Kuby Źródło: Pexels / Mehmet Turgut Kirkgoz
Brakuje prądu, noworodki śpią na chodnikach z powodu upałów, szpitale na skraju załamania. Włoska organizacja humanitarna "Semi di Pace” (Ziarna pokoju), pomagająca Kubańczykom od 28 lat, alarmuje o ogromnym kryzysie, jaki dotyka ludność.

– Znów w ciemnościach, znów bez wody, przy temperaturze niemal 40 stopni w czasie najpoważniejszego kryzysu energetycznego w historii. To piekło. W ostatni piątek, po raz drugi w tygodniu, załamał się cały system elektroenergetyczny. Przywrócenie zasilania z głównych elektrowni może potrwać kilka dni – mówi prezes Bondi.

Przyczyny awarii

Jak powszechnie wiadomo – wskazuje Luca Bondi – przyczyny leżą w fatalnym, stanie przestarzałych elektrowni, które mają od 40 do 60 lat. Co więcej, brak jest części zamiennych, a ponad sto elektrowni olejowych stanęło, bo nie ma paliwa. Premier Kuby Manuel Marrero otwarcie przyznaje, że sytuacja jest bardzo poważna. I wskazuje na amerykańską blokadę, która powoduje, że na Kubę nie przypływają tankowce z ropą naftową. Brak dostaw energii dotyka w tej chwili 10 milionów Kubańczyków.

Walka o przetrwanie

– Brak energii na wyspie pociąga za sobą tragedię humanitarną, która sprowadza codzienne życie do walki o przetrwanie – tłumaczy Luca Bondi, który praktycznie mieszka na Kubie od 28 lat, czyli od czasu, gdy św. Jan Paweł II powiedział w Hawanie: "Kuba otwiera się na świat, a świat otwiera się na Kubę”.

Bez wody w szponach upałów

„Długotrwałe braki prądu w całym kraju to nie tylko brak oświetlenia. Sle reakcja łańcuchowa. W dużych miastach, takich jak Hawana i Santiago, wyłączenie pomp elektrycznych oznacza natychmiastowe przerwanie dostaw bieżącej wody – tłumaczy Bondi. A to z kolei powoduje, że z powodu upałów w domach nie da się mieszkać. Noworodki, osoby starsze i chore zmuszone są spędzać noce na ulicach, placach i chodnikach, bo tam jest nieco chłodniej.

Szpitale na skraju załamania

Jednak najbardziej brak energii odczuwają szpitale i placówkach opieki zdrowotnej i społecznej, gdzie brak prądu uniemożliwia ratowanie życia, chłodzenie niezbędnych leków.

Jak mówi Bondi: "Ludność cierpi, ledwo wiąże koniec z końcem, chore dzieci nie mają odpowiedniej opieki i umierają jak muchy. Osoby starsze są zagubione, matki nie wiedzą, jak zapewnić swoim dzieciom niezbędne produkty, a ceny żywności gwałtownie rosną”.

Ryzyko epidemii

Prezes Bondi przestrzega, że w większości najgęściej zaludnionych dzielnic brakuje podstawowych urządzeń sanitarnych, a brak możliwości mycia się lub picia czystej wody sprzyja pojawianiu się ognisk chorób zakaźnych. Pierwsze potwierdzone przypadki cholery zaczynają już pojawiać się wśród bezdomnych.

Kontener Solidarności

Zdaniem prezesa Bondiego w obliczu zbiorowego wyczerpania mobilizacja międzynarodowej solidarności stanowi jedyną iskierkę nadziei. Stowarzyszenie "Ziarna nadziei” rozpoczęło we Włoszech w marcu ubiegłego roku ogólnokrajową kampanię pod hasłem "Kuba w sercu”.

Projekt ten zmobilizował szkoły, parafie, stowarzyszenia i włoskie instytucje w całym kraju. Wkrótce na wyspę dotrze duży kontener z pomocą humanitarną. Może się to wydawać kroplą w morzu, ale jak mówi Bondi: "Ta inicjatywa będzie ukojeniem dla Kubańczyków. To nie tylko niezwykle przydatne dary dla szpitali, szkół, ośrodków dla seniorów i ośrodków dla niepełnosprawnych, ale przede wszystkim wyraz naszej solidarności z życzliwym i pokojowo nastawionym narodem”. I przypomina: "Ten naród w najbardziej dramatycznym okresie ostatnich lat naszej historii, czyli epidemii Covidu, nie wahał się wysłać nam 52 pracowników służby zdrowia, 37 lekarzy i 15 pielęgniarek, aby wsparli włoskie szpitale i zaoferowali, nawet ryzykując życie, pomoc i wiedzę specjalistyczną”.

Czytaj też:
Na Kubie ludzie mdleją z głodu. Siostry zakonne biją na alarm
Czytaj też:
Trump może uderzyć na Kubę. Pentagon czeka tylko na rozkaz

Opracował: Marcin Bugaj
Źródło: KAI
Czytaj także