Na Kubie ludzie mdleją z głodu. Siostry zakonne biją na alarm

Na Kubie ludzie mdleją z głodu. Siostry zakonne biją na alarm

Dodano: 
Hawana, stolica Kuby
Hawana, stolica Kuby Źródło: Pexels / Mehmet Turgut Kirkgoz
Siostry zakonne posługujące na Kubie alarmują, że pogłębiający się kryzys energetyczny i gospodarczy coraz bardziej utrudnia prowadzenie ich misji. Podczas mszy św. wierni coraz częściej mdleją z głodu.

Według s. Noemy Ayali ze Zgromadzenia Karmelitanek św. Józefa w Hawanie, codzienne życie na Kubie stało się nieustanną walką o podstawowe środki do życia. – Jako siostry zakonne uczestniczymy w tej samej rzeczywistości, co wszyscy Kubańczycy: zmagamy się z brakiem żywności i niedoborem środków potrzebnych do realizacji naszej misji – stwierdziła.

Biskup Arturo González Amador, przewodniczący Konferencji Biskupów Kuby, przyznał w rozmowie z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP), że niektóre wspólnoty zakonne, nie mogąc zdobyć podstawowych środków do prowadzenia działalności, zdecydowały się opuścić wyspę.

"Najsmutniejszy moment" w historii Kuby

Hierarcha określił obecną sytuację jako "najsmutniejszy moment" w historii współczesnej Kuby. Braki żywności, wody, paliwa i lekarstw, a także powszechny lęk przed wojną sprawiają, że wielu mieszkańców żyje w skrajnym ubóstwie.

– Kuba cierpi. Coraz częściej podczas mszy św. ludzie mdleją z głodu. Osoba wymagająca operacji musi sama zdobyć leki przeciwbólowe, nici chirurgiczne i inne niezbędne materiały, zanim trafi do szpitala – powiedział biskup.

Sytuacja znacznie pogorszyła się po odsunięciu od władzy w styczniu 2026 r. prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro. Przez lata jego rząd dostarczał Kubie subsydiowaną ropę naftową i inne niezbędne towary. Wielu mieszkańców uważa, że obecny kryzys jest jeszcze poważniejszy niż tzw. "okres specjalny" z lat dziewięćdziesiątych XX wieku, który nastąpił po upadku Związku Radzieckiego.

Nawet Rosja i Chiny, posiadające strategiczne interesy na wyspie, nie były dotąd w stanie skutecznie złagodzić skutków kryzysu. Pod koniec maja pojawiły się nadzieje na dostawy paliwa z Rosji, jednak tankowiec płynący w kierunku Kuby zmienił kurs, co było dużym ciosem dla organizacji humanitarnych oczekujących na możliwość transportu żywności.

Kryzys szczególnie dotyka osoby starsze, samotne matki, emerytów i najuboższych. Siostry zakonne prowadzące świetlice, domy opieki czy kuchnie dla ubogich często nie są w stanie normalnie funkcjonować z powodu braku transportu, wody i energii elektrycznej.

– Żyjemy w nieustannej niepewności, bo prąd może zostać odłączony w każdej chwili. Kiedy go nie ma, nie działa również pompa dostarczająca wodę pitną. Życie zakonne na Kubie wymaga dziś ogromnej zdolności adaptacji i odporności psychicznej. Brak elektryczności uniemożliwia przechowywanie żywności, a zdobycie podstawowych produktów wymaga nie tylko pieniędzy, ale również odpowiednich kontaktów i możliwości transportu – wyjaśnia s. Ayala i dodaje: "Są ludzie, którzy przychodzą i mówią, że od kilku dni nic nie jedli i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc".

Ludzie boją się wojny

Kryzys wpłynął także na życie religijne. W tym roku liturgia Wigilii Paschalnej została w wielu miejscach odprawiona w ciągu dnia, nie tylko z powodu braku energii elektrycznej, ale również ze względu na obawy o bezpieczeństwo wiernych wracających nocą do domów.

Bp González zauważa, że wielu Kubańczyków żyje dziś w ciągłym strachu przed możliwym konfliktem zbrojnym. – Strach dominuje. Obawa przed wojną jest ogromna i należy do codziennych trosk wielu ludzi. Słychać na ulicach słowa: "Nie możemy już dłużej znosić tego cierpienia i nie mamy do kogo się zwrócić" – powiedział.

"Podtrzymywanie ducha i dawanie nadziei to zadanie Kościoła"

Mimo narastających trudności liczne zgromadzenia zakonne i organizacje kościelne deklarują, że pozostaną na Kubie niezależnie od rozwoju sytuacji. Wspólnoty prowadzące jadłodajnie i dzieła charytatywne szukają nowych sposobów pomocy potrzebującym, nawet przy coraz bardziej ograniczonych zasobach.

– Zadaniem Kościoła jest podtrzymywanie ducha, dawanie nadziei tam, gdzie jej brakuje, słuchanie ludzi i towarzyszenie im – podkreśla bp González.

S. Ayala podkreśla, że źródłem siły pozostaje modlitwa. – Nasze dni są wypełnione ludzkim niepokojem i rozpaczą. Nasza misja staje się nieustannym słuchaniem i dzieleniem cierpienia innych. Ale przede wszystkim doświadczamy mocy modlitwy wielu osób na Kubie i poza nią, które duchowo nam towarzyszą – powiedziała.

Czytaj też:
Blokada Wenezueli przez USA. Celem Trumpa inne państwo?

Opracował: Damian Cygan
Źródło: KAI
Czytaj także