Występując podczas obchodów 47. rocznicy rewolucji sandinistowskiej zapowiedział, że "nigdy więcej" nie dopuści do procesu wyborczego, argumentując to koniecznością uniemożliwienia powrotu do władzy sił wspieranych – jak wskazał – przez Stany Zjednoczone.
Ortega, który sprawuje władzę nieprzerwanie od 2007 r., a wcześniej kierował krajem także w latach 80., nie przedstawił szczegółów dotyczących formalnego zniesienia wyborów.
Jego obecna kadencja kończy się w 2027 r., jednak deklaracja praktycznie wyklucza możliwość przeprowadzenia rywalizacji wyborczej i oznacza dalsze umocnienie systemu władzy tworzonego wspólnie z żoną, Rosarią Murillo.
W ostatnich latach władze Nikaragui przeprowadziły zmiany konstytucyjne wzmacniające pozycję prezydenta. Wydłużono kadencję głowy państwa z pięciu do sześciu lat, a Murillo otrzymała status "współprezydenta". Jednocześnie opozycja została w dużej mierze rozbita – wielu jej liderów trafiło do więzień lub udało się na emigrację.
Nikaragua pod rządami Ortegi. Oskarżenia ONZ
Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz państwa zachodnie od lat oskarżają rząd Ortegi o systematyczne łamanie praw człowieka i ograniczanie swobód obywatelskich.
Szczególną krytykę wywołały represje po protestach z 2018 r., podczas których zginęły setki osób. Władze w Managui odrzucają te zarzuty, twierdząc, że bronią kraju przed próbami destabilizacji inspirowanymi z zagranicy.
Przedstawiciele nikaraguańskiej opozycji ocenili, że zapowiedź rezygnacji z wyborów jest ostatecznym potwierdzeniem przekształcenia państwa w autorytarny system rządów.
Ich zdaniem Ortega deklaracja świadczy o obawie władz przed jakąkolwiek demokratyczną rywalizacją i dalszym zaostrzeniu represji wobec przeciwników politycznych.
Czytaj też:
Ciągła kontrola i inwigilacja. Tak władze Nikaragui prześladują księży
